SET 10 MASEK W PŁACHCIE HOLIKA HOLIKA PURE ESSENCE

14:04

Zapewne już zdążyliście się zorientować, jak bardzo kocham maseczki, a już zwłaszcza te w płachtach, które według mnie są zdecydowanie wygodniejsze w aplikowaniu. Mimo to już jakiś czas nie było na moim blogu żadnej recenzji setu tego typu masek, dlatego postanowiłam to zmienić i przez ostatni miesiąc zawzięcie sprawdzałam propozycję od Holika Holika - maseczki z serii Pure Essence. I dziś, po przetestowaniu całej dziesiątki, zapraszam Was serdecznie na ich recenzję.



Zanim jednak przejdę do konkretów, na początek kilka cech wspólnych. PURE ESSENCE to maseczki od Holika Holika, koreańskiej marki kosmetycznej, dość popularnej w Polsce, które aplikuje się za pomocą nasączonej esencją bawełnianej płachty. W skład tej linii wchodzi dziesięć wersji masek z różnymi ekstraktami z roślin i owoców. Na plus z pewnością zasługują opakowania maseczek, które nie tylko mają zachęcającą szatę graficzną, ale również są naprawdę funkcjonalne. By je otworzyć, wystarczy tylko złapać za delikatnie rozdzielony róg opakowania i pociągnąć, nie potrzeba do tego nożyczek, nie trzeba też męczyć się z przedzieraniem opakowania, co mnie zawsze bardzo irytuje. To wielkie ułatwienie, inni producenci maseczek powinny brać z nich przykład. Kolejnym plusem z pewnością są zapachy masek, które nie są drażniące, praktycznie niemal niewyczuwalne. A jeśli już uda się nam coś wyczuć, to zapach ten odzwierciedla główny ekstrakt zamknięty w środku. Co do płachty, to ma ona zarówno swoje plusy jak i minusy. Plusami z pewnością jest dobre wycięcie otworów na oczy, usta i nos oraz to, że po nałożeniu maska świetnie przylega do skóry i nie zjeżdża z niej podczas aplikacji, a także przepuszcza powietrze, pozwalając skórze oddychać. Minusami natomiast są nadmiernie nasączenie płachty oraz bardzo cienki materiał, który przez to, że jest bardzo mokry, jest trudny w rozłożeniu. Trzeba więc postępować z nim delikatnie, żeby przypadkiem nieopatrznie nie przedrzeć materiału.


A tak w ogóle, to cały ten set przyszedł do mnie prosto z Korei, pokazywałam go już jakiś czas temu w nowościach w przeglądzie kosmetycznym. Cały zestaw wyniósł mnie około 50 zł, wyszło więc jakieś 5 zł za sztukę, czyli o połowę taniej niż ceny tych produktów w polskich sklepach. Właśnie dlatego zamawiam koreańskie maski w płachcie na e-bay i Wam też polecam ten sposób z całego serca - jest to naprawdę bezpieczne i opłacalne. Czekałam na nie około dwóch tygodni. Niestety, sprzedawca się pomylił i początkowo wysłał mi dziewięć masek zamiast zamówionych przeze mnie dziesięciu, ale po mojej wiadomości dosłał brakującą, która dotarła po kolejnych dwóch tygodniach. Obie przesyłki były darmowe.

Maseczki średnio aplikowałam na 17 minut (czas zalecany na opakowaniu to 10-20 minut, więc celowałam tak w środek:)). Jedne zdarzało mi się trzymać dłużej, inne ciut krócej, jednak zawsze w ramach czasowych zalecanych przez producenta.

I to tyle słowem wstępu. Przejdźmy do konkretów.


HOLIKA HOLIKA PURE ESSENCE LEMON MASK SHEET


Pierwsza maseczka zawierała ekstrakt z cytryny, którego zadaniem było odświeżenie i dodanie skórze blasku. Miała ona również właściwości ściągające i przeciwbakteryjne, by pomagać skórze w walce z niedoskonałościami i przeciwdziałać pierwszym oznakom starzenia. Maseczkę nałożyłam na twarz rano, a cały proces przebiegł bez żadnych niespodzianek. Płachta świetnie przywarła do twarzy, nie zsuwała się z niej podczas aplikacji. Nie działo się też nic niepokojącego, nie wystąpił żaden dyskomfort podczas użycia. Również po ściągnięciu płachty ze skóry nie zauważyłam żadnych zaczerwienień ani innych przykrych niespodzianek. Skóra przez krótki czas miała lepką powłokę, jednak ta szybko się wchłonęła. Twarz była miękka i miła w dotyku, odświeżona, bardziej napięta i sprężysta. Nie zauważyłam jednak obiecanego blasku, mimo tego oceniam maseczkę na plus, zwłaszcza, że nałożony na nią makijaż trzymał się bez zarzutów przez cały dzień.

HOLIKA HOLIKA PURE ESSENCE AVOCADO MASK SHEET


Kolejna maseczka, tym razem z ekstraktem z awokado, miała za zadanie nawilżyć i zregenerować skórę. Awokado bowiem tworzy na skórze filtr ochronny, który zapobiega utracie wody z naskórka. Ponadto miała ona właściwości wzmacniające i regenerujące. I rzeczywiście, po aplikacji maseczki moja skóra przez dłuższy czas miała lepki film na twarzy, który jednak w ogóle mi nie przeszkadzał. Skóra była miękka, wygładzona i zregenerowana. A cała aplikacja przebiegła bezproblemowo, podczas niej, jak również i po niej, nie wystąpiły żadne nieprzewidziane reakcje skórne.

HOLIKA HOLIKA PURE ESSENCE STRAWBERRY MASK SHEET


Kolejną testowaną przeze mnie maseczką z tej serii była ta z ekstraktem z truskawki, która miała odżywić i wypielęgnować skórę. Wysoka zawartość witaminy C sprzyja bowiem niwelowaniu plam i przebarwień skórnych, do tego truskawka działa antybakteryjnie, ściągająco i tonizująco, poprawiając ukrwienie i nawilżenie skóry. Maseczka swoim działaniem nie wywołała u mnie żadnych niepożądanych reakcji czy podrażnień. Po ściągnięciu jej z twarzy na skórze pozostawała lepka warstewka, która - w odróżnieniu od dwóch poprzednich wersji - utrzymywała się dość długo. Efekt finalny jednak był zadowalający - skóra była odżywiona, zregenerowana, bardziej miękka i miła w dotyku.

HOLIKA HOLIKA PURE ESSENCE RICE MASK SHEET


Maseczka z ekstraktem z ryżu natomiast miała odżywić, nawilżyć i uelastycznić skórę. Ryż w kosmetykach działa przeciwzmarszczkowo i rozjaśniająco. To była pierwsza maseczka z tej serii, kiedy to podczas aplikacji płachty na skórze czułam niepokojące ciepło. Zaczęłam się zastanawiać, czy to nie jest jakaś oznaka pojawiania się podrażnień, dlatego ściągnęłam ją sporo szybciej niż resztę masek z serii Pure Essence, bo już po około 12 minutach. Na szczęście po ściągnięciu okazało się, że na mojej twarzy nie było żadnych zaczerwienień ani podrażnień. Skóra była przyjemnie miękka, wygładzona i bardziej napięta, ewidentnie odżywiona i nawilżona.

HOLIKA HOLIKA PURE ESSENCE PEARL MASK SHEET


Kolejną testowaną przeze mnie maseczką z tej serii była wersja z ekstraktem z perły, której zadaniem było nawilżenie, zregenerowanie i wzmocnienie skóry. Wyciąg z pereł bowiem działa tonizująco, łagodząco i odżywczo. Dodatkowo maseczka odpowiadała także za działanie przeciwzmarszczkowe, choć je akurat ciężko jest zauważyć po takiej jednorazowej aplikacji. A ta przebiegła bezproblemowo i tak jak w przypadku poprzednich wersji nie zadziało się nic niepokojącego podczas tego prawie dwudziestominutowego użycia. Po ściągnięciu płachty z twarzy skóra była miękka i miła w dotyku, zregenerowana, wygładzona i ukojona.

HOLIKA HOLIKA PURE ESSENCE CUCUMBER MASK SHEET


Ekstrakt z ogórka natomiast ma właściwości rewitalizujące, nawadniające i odprężające. Pomaga zmniejszyć opuchliznę na twarzy, działa tonizująco i rozjaśniająco. Aplikacja tej wersji maseczki również przebiegła bez problemów, a moja skóra zareagowała na nią bardzo dobrze. Nie wystąpiły żadne podrażnienia ani zaczerwienienia, a po ściągnięciu płachty twarz okazała się być ukojona, odprężona, bardziej miękka i milsza w dotyku. Z racji, że naprawdę rzadko miewam jakąkolwiek opuchliznę na twarzy, niestety nie byłam w stanie sprawdzić, czy ta maseczka potrafi ją zmniejszyć...

HOLIKA HOLIKA PURE ESSENCE SHEA BUTTER MASK SHEET


Zadaniem maseczki z ekstraktem z masła shea natomiast było odżywienie i otoczenie skóry ochronną barierą. Oprócz wspomnianej ochrony ekstrakt ten również sprzyja wzmocnieniu i zregenerowaniu skóry. Sama aplikacja przebiegła bezproblemowo, a po ściągnięciu płachty twarz była nawilżona i wygładzona, bardziej miękka i milsza w dotyku. Tłusty film, który pojawił się na niej po aplikacji, utrzymywał się przez jakiś czas, jednak niczemu on nie przeszkadzał. Ponadto po całkowitym wchłonięciu się esencji skóra była bardziej jędrna i elastyczna.

HOLIKA HOLIKA PURE ESSENCE GREEN TEA MASK SHEET


Wersja z ekstraktem z zielonej herbaty natomiast miała dogłębnie nawilżyć i złagodzić szkodliwe działanie czynników zewnętrznych. Ponadto powinna działać przeciwbakteryjnie i oczyszczająco. Proces aplikacji płachty przebiegł bez zarzutów, a skóra po użyciu tej maski była bardziej miękka, odświeżona i ukojona. Złagodzone zostały też powstające na mojej twarzy niedoskonałości oraz miejsca po ich poprzednikach, co mnie akurat bardzo ucieszyło.

HOLIKA HOLIKA PURE ESSENCE DAMASK ROSE MASK SHEET


Kolejną maseczką z serii była ta z ekstraktem z róży, której zadaniem było wyrównanie i ożywienie kolorytu. Ekstrakt ten bowiem rozjaśnia plamy oraz piegi - co u mnie po ostatniej sporej dawce słońca było bardzo potrzebne. Ponadto miała ona zwiększyć produkcję kolagenu, oczyścić i zwiększyć elastyczność skóry. I rzeczywiście, po użyciu była ona nie tylko bardziej miękka i milsza w dotyku, ale również jędrna, rozjaśniona i wygładzona, a widoczność piegów zdecydowanie mniejsza.

HOLIKA HOLIKA PURE ESSENCE ACAI BERRY MASK SHEET


I na koniec przyszedł czas na ostatnią maseczką z serii Pure Essence, była to wersja z ekstraktem z jagód acai, której głównym działaniem był lifting skóry. Maseczka miała dodać jej witalności, zwiększyć gęstość i elastyczność oraz spłycić istniejące zmarszczki. Ja w takie rzeczy jednak nie bardzo wierzę, poza tym nie mam jeszcze aż tak widocznych zmarszczek, więc nie jestem w stanie powiedzieć, czy to działanie rzeczywiście się u mnie sprawdziło. Skóra po aplikacji jednak była bardziej elastyczna, gładka i miękka, rozświetlona i odżywiona, co zdecydowanie działa na jej korzyść.



PODSUMOWUJĄC: Jestem zadowolona z przebiegu tego testu. Wszystkie maseczki z tej serii działały bardzo podobnie. Każda z nich należycie odżywiła moją skórę, nie wywołując przy tym żadnych niepożądanych reakcji w postaci podrażnień czy zaczerwienień. Może finalnie maski nie zrobiły fenomenalnego efektu, takiego, który zauważa się gołym okiem, ale rzadko która maseczka przy jednorazowej aplikacji jest w stanie zrobić prawdziwy efekt wow. Ich działanie raczej bardziej wpisuje się w cały proces pielęgnacyjny i jest widoczne przy dłuższym, regularnym stosowaniu. Nie jestem też w stanie wybrać najlepszej ani najgorszej wersji z tego setu maseczkowego, bowiem żadna z nich nie wybiła się spośród innych w jakikolwiek sposób - ani w dobry, ani w zły. Każda maseczka działała bowiem poprawnie i wierzę, że na dłuższą metę przyczyniła się do lepszej kondycji mojej skóry.



A Wy używaliście któreś maski z serii Pure Essence od Holika Holika? Jeśli tak, to jakie jest Wasze zdanie na ich temat? Dajcie znać, jakie maseczki w ostatnim czasie zrobiły na Was piorunujące wrażenie - chętnie zainspiruję się Waszymi komentarzami do kolejnego takiego testu :)

Inne posty z tej kategorii

33 komentarzy

  1. Też wolę kupować maseczki prosto z Korei, zamawiam zazwyczaj na Jolse. Oszczędza się sporo w porównaniu z polskimi cenami :) Tych akurat nie znam, ale nie dziwi mnie, że działają podobnie, bo jak dla mnie wszystkie płachty robią mniej więcej to samo, tylko jedne trochę słabiej a inne trochę lepiej :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie miałam jeszcze tych maseczek u siebie, chętnie bym kilka z nich poznała :) Ta z ekstraktem z zielonej herbaty mnie zainteresowała :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Nigdy nie miałam jeszcze tych maseczek, ale wyniki Twojego testu wyglądają zachęcająco ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Jakoś mnie ta koreańska pielęgnacja nie porywa...chociaż maseczek w płachcie nigdy dosyć!;)
    pozdrawiam serdecznie znad filiżanki kawy:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Z tego setu znam tylko wersję z ogórkiem i była całkiem fajna, chociaż nie jestem zbytnio fanką masek w płachcie :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Bardzo podziwiam Cię za rzetelność, determinację i pracowitość! Doskonale wiem, ile jest roboty przy przygotowaniu i napisaniu takiego posta! Toż to 10 dni testowania co najmniej! Jeszcze raz gratulacje ;-)
    Co do dużej ilości esencji, to ostatnio czekam na ten "problem, żeby móc wykorzystać suche maseczki w pastylce a Aliexpressu ;D Myślę, że wtedy trzeba dokładnie zamknąc opakowanie takiej maski i zużyć je drugi raz maksymalnie na drugi dzień.
    Bardzo mnie zainteresowała wersja z zielona herbatą, choć także cytrynka brzmi kusząco. Ja mam w swoich zapasach tą z jagodami. Jeszcze jej nie próbowałam, ale po Twoim poście juz nabrałam ochoty!
    Myślę, że po takiej serii maseczkowej Twoja skóra ogólnie musi być teraz pięknie nawilżona i odżywiona ;-) PS. Ostatnio w JJkorean cosmetics widziałam, że też mają płachty od 4,99 zł ale innej firmy.

    OdpowiedzUsuń
  7. Wersja awokado jakoś najbardziej do mnie przemawia ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Miałam chyba 6 albo 7 maseczek z tej serii i najmilej wspominam cytrynkę ;). W sumie płaty z tej serii chyba najbardziej się u mnie sprawdziły spośród wszystkich maseczek tego typu.

    OdpowiedzUsuń
  9. cudowny post! :) Ja z Holika Holika posiadałam jedynie aloes który uwielbiam! Ale tak skusiłaś mnie tymi maseczkami kochana, że na pewno i na nie się skuszę przy następnym zakupie aloesu :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Swietny, dopracowany post. Nie uzywalam jeszcze tych masek, ale gdy bede miec zamiar je kupic z pewnoscia wezme pod uwage Towje opinie :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Z maskami w płachcie często tak jest. Sprawiają, że skóra wygląda lepiej, ale ciężko po 15 minutach zauważyć działanie przeciwstarzeniowe czy dogłębne nawilżenie :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Świetne przedstawienie poszczególnych wersji :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Uwielbiam maseczki w płachcie więc ten post jak najbardziej przydatny dla mnie, super! :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Maseczki w płacie bardzo lubię, bo są łatwe w użyciu i fajnie nawilżają skórę. Osobiście stosowałam te ze zwierzątkami z BioAqua :)

    OdpowiedzUsuń
  15. uwielbiam maseczki w płachcie :D tych jeszcze nie miałam, ale mocno się nad nimi zastanawiam :D

    OdpowiedzUsuń
  16. Ile świetnych kolorowych maseczek!
    Rzeczywiście widać, że je bardzo lubisz:)
    Ja przyznam się bez bicia, że w te wakacje kupiłam chyba swoją pierwszą maseczkę w życiu i to jeszcze z czarnego węgla. Ile było zabawy przy nakładaniu. A o zmywaniu zlewu i paznokci nie wspomnę:D
    Myślę, że z tymi byłoby mi o wiele łatwiej :D
    Nie wiem czy umiałabym wybrać swojego ulubieńca spośród powyższych ^^
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  17. Nie miałam okazji jeszcze testować koreańskich maseczek, póki co używam czystej glinki z Loreal.

    OdpowiedzUsuń
  18. zachęciłaś mnie do zakupu, choć mam spory zapas masek

    OdpowiedzUsuń
  19. Rzadko sięgam po maseczki do twarzy, ale jak już to robię to zazwyczaj wybieram te w płachcie. Od Holika Holika nie znam.

    OdpowiedzUsuń
  20. AKurat właśnie potrzebuje nowych płacht, może skusze się na te :)

    OdpowiedzUsuń
  21. NIe używałam ani jednej z tych maseczke ale przyznaję, że od dawna mnie kuszą. Muszę w końcu je zakupić bo dużo dobrego o nich słyszę. No i maseczki w płachcie są dużo wygodniejsze od tych zwykłych :)

    OdpowiedzUsuń
  22. Słyszałam dużo pozytywnych opinii o tych maseczkach, ale osobiście nie miałam okazji żadnej z nich przetestować :)

    OdpowiedzUsuń
  23. Miałam kilka maseczek z tej serii i byłam zadowolona, szczególnie miło wspominam wersję cytrynową, moja skóra była po niej rozpromieniona.

    OdpowiedzUsuń
  24. Ja bardziej lubię tradycyjne maski, ale dobrej płachty też sobie nie odmowie ;)

    OdpowiedzUsuń
  25. Ta cytrynowa mnie kusi i ta ogórkowa :D maseczki w płachcie też bardzo lubię, szybkie i wygodne w użyciu, ale czasami lubię zafundować sobie glinkę :D

    OdpowiedzUsuń
  26. Ja jakoś wolę zwykłe maseczki niż te w płachcie, z tymi w płachcie mam ten problem, że często coś w kształcie płachty nie pasuje :D

    OdpowiedzUsuń
  27. Żadnej nie znam, ale wyglądają zachęcająco

    OdpowiedzUsuń
  28. Kurczę, ja muszę przyznać się bez bicia, że jeszcze nigdy takich nie używałam :(
    W sumie sama nie wiem dlaczego, bo wiele dobrego o nich słyszałam i w sumie w sklepach też widywałam, a nie kupiłam :/
    może dlatego, że jakoś teraz nie za bardzo mam na nie czas przy dziecku :/
    Ale na pewno nadrobię :)

    OdpowiedzUsuń
  29. Jeśli chodzi o ten czas trzymania to nie musisz celować w środek tylko sprawdzać czy ci nie podsycha. Jak maseczka zacznie tracić wilgoć to wtedy ściągaj ;)

    OdpowiedzUsuń
  30. maseczki w płachcie to ja po prostu uwielbiam

    OdpowiedzUsuń

Cześć :) Cieszę się, że tu jesteś i że chcesz skomentować ten wpis! Informuję, że nie ma u mnie obserwacji za obserwację, na pytania zawsze odpowiadam zaraz pod nimi, a komentarze nic nie wnoszące do dyskusji (coś w stylu „świetny blog, wpadnij do mnie”) od razu kasuję. Do następnego! :)

Jestem tutaj

INFORMACJA

Ta strona wykorzystuje pliki cookies (ciasteczka) zapisywane na Twoim komputerze. Korzystając z niej, wyrażasz na to zgodę. Więcej o polityce prywatności, obowiązującej na stronie, przeczytasz w odpowiedniej zakładce w górnym panelu bloga.