PRZEGLĄD KOSMETYCZNY | PAŹDZIERNIK 2018

08:30

Był październik... i nie ma października, dlatego dziś - w jego ostatni dzień - jak zawsze przychodzę do Was z kosmetycznym podsumowaniem miesiąca. Jeśli jesteście ciekawi, co przybyło do mojej domowej kosmetyczki, a co udało mi się z niej zużyć w minionych trzydziestu jeden dniach, to serdecznie zapraszam Was na dzisiejszy wpis!


DENKO

Standardowo zaczynamy od zużyć. W tym miesiącu nie mam za bardzo na co narzekać - ich ilość może nie jest największa, ale zadowalająca, można by rzec, że niemal standardowa. Zresztą... sami się zaraz o tym przekonacie :)



Na początek coś do kąpieli - żel pod prysznic marki Cien, wersja melon&pitaja. To już ostatni egzemplarz z limitowanej edycji luminescencyjnych żeli z Lidla z moich zapasów, który podobnie do swoich poprzedników, niczym się nie wyróżnił - ani na plus, ani na minus. Robił dobrze to, co miał robić i nie wyrządzał przy tym krzywdy. Sprawdził się jednak na tyle, że chętnie częściej będę sięgać po żele z Lidla, które są bajecznie tanie, a przy tym po prostu dobre. Ponadto w październiku zużyłam również peeling do ciała Swedish Spa, jeszcze ten w starszej wersji, bo od niedawna cała ta seria przeszła lifting, o czym postaram się napisać za jakiś czas w osobnym poście. Wracając jednak do peelingu - ten przyjemnie pachniał, świetnie złuszczał skórę, jednocześnie ją wygładzając i odżywiając, a przy tym był całkiem wydajny. Po użyciu pozostawiał delikatnie tłusty film na skórze, który jednak nie był drażniący. Bardzo go lubiłam i mam nadzieję, że odświeżona wersja będzie równie dobra co ta tutaj (o czym niedługo będę mogła się przekonać). Natomiast scrub do ciała z The Secret Soap swoją konsystencją przypominał mi zastygniętą galaretkę z ukrytymi w nim pestkami kiwi. A przynajmniej tak wyglądał :) Aplikowało się go dość opornie, bowiem był bardzo zbity i się kruszył, jednak poprawnie złuszczał naskórek. Zapach miał niestety dość chemiczny, a to niewielkie opakowanie wystarczyło mi raptem na dwa użycia. Ostatecznie nie zachwycił mnie na tyle, by sięgnąć po niego ponownie.


Idąc dalej - w październiku udało mi się dobić do końca w przypadku dwóch opakowań balsamów do ciała, które naprzemiennie używałam w tegoroczne wakacje. Pierwszym z nich był balsam Isana Mademoiselle Rapsberry, bardzo lekki o słodkim zapachu malin. Niestety, nie nawilżał oszałamiająco, ale na lato sprawdził się u mnie bardzo dobrze, bowiem ładnie zmiękczał skórę, nie spływał z niej i nie trzeba było czekać aż się wchłonie, bowiem robił to błyskawicznie, nie zostawiając po sobie tłustej warstewki. Do tego miał przyjemne w użyciu opakowanie z pompką, dzięki czemu był bardzo wydajny. Drugim produktem do ciała natomiast był krem antycellulitowy Swedish Spa, który zdecydowanie uprzyjemniał mi egzystencję w tegoroczne letnie upały. Jego żelowa konsystencja szybko się wchłaniała i pozostawiała po sobie długotrwały efekt chłodzenia skóry. Używałam go bardzo nieregularnie, więc o działaniu antycellulitowym nie mogę się wypowiedzieć, jednak po użyciu skóra była przyjemna w dotyku i bardziej napięta.


Jeśli chodzi o demakijaż twarzy, to w październiku skończyłam opakowanie żelu micelarnego marki Yves Rocher, Elixir Jeunesse, który dobrze radził sobie z usuwaniem resztek makijażu oraz zanieczyszczeń. Miał przyjemną, lejącą się konsystencję, którą dobrze aplikowało się przez otwór wydrążony w opakowaniu. Żel ładnie odświeżał skórę i nie pozostawiał na niej nieprzyjemnej warstewki. Równie przyjemnym produktem z tej kategorii był żel do demakijażu oczu NovAge, którego w październiku zużyłam już któreś z kolei opakowanie. Za każdym razem nie mam do niego żadnych zastrzeżeń, bowiem jest to produkt bardzo delikatny dla wrażliwych miejsc w okolicy oczu, a przy tym świetnie radzi sobie z demakijażem. Zapewne w najbliższym czasie wyląduje u mnie jego kolejne opakowanie.


Pozostając przy kosmetykach do twarzy, w październiku dna dobiły także oba kremy z testowanego przeze mnie zestawu NovAge True Perfection, co jest idealnym potwierdzeniem obietnic producenta, że zestaw ten powinien wystarczyć na 3 miesiące regularnego stosowania. Oba kremy były przyjemne w użyciu, jednak bardziej polubiłam się z tym na noc. Więcej na ich temat w podlinkowanej recenzji. Oprócz nich zużyłam również serum do twarzy EcoBeauty, z którym bardzo się polubiłam. I to na tyle, aby zacząć zastanawiać się, czy nie powinnam tego produktu uwzględnić w kolejnych ulubieńcach kosmetycznych... Miał on jednak pewną wadę - okazał się być koszmarnie niewydajny. Nie wystarczył mi nawet na miesiąc regularnego używania! A w porównaniu do jego ceny regularnej, jest to naprawdę bardzo wielka wada. I mimo że swoim działaniem zdecydowanie zdobył moje serce, bowiem sprawiał, że moja skóra była przyjemnie nawilżona, świeża i promienna, to jednak nie jestem przekonana, by co miesiąc kupować ten produkt za 90 zł... Na razie więc do niego nie wrócę, chyba że trafię na jakąś porządną okazję.


Jeśli chodzi o maseczki (bo co to byłby za miesiąc bez masek do twarzy:)), to w październiku zrobiłam test serii Pure Essence koreańskiej marki Holika Holika. Było to 10 wersji masek w płachcie, o których więcej poczytacie w poprzednim wpisie. Ponadto w tym miesiącu zużyłam również dwie maseczki w kremie z Kruidvat. Pierwszą z nich była Multi Mask Clay and Charcoal, która składała się z dwóch części - połowę saszetki aplikowało się na strefę T, a drugą połowę na policzki. W czasie 15 minut aplikacji maseczka zaschła na skórze, oczyszczając ją dogłębnie. Mimo tego bez problemu udało mi się ją zmyć za pomocą gąbeczki Konjac, a skóra po użyciu była przyjemna w dotyku. Drugą maseczką tej marki była wersja z olejem macadamia, Smooth Calming, która składała się z dwóch części, na dwie aplikacje. Każda z części wystarczała na cienką warstwę na skórze. Konsystencja maski przypominała krem Nivea, tylko zapach miała zgoła inny, choć całkiem przyjemny. Jedna taka aplikacja dobrze odżywiła skórę i sprawiła, że ta była miękka i miła w dotyku.


W październiku zużyłam również kolejne opakowanie olejku z drzewa herbacianego Love Nature, które skutecznie pomaga mi w zwalczaniu pojawiających się niedoskonałości. Stosuję go punktowo na noc, dzięki czemu mam pewność, że budujący się na mojej twarzy wyprysk, nie zepsuje mi rano dnia. Ponadto zużyłam również dwa produkty do makijażu i to dwa korektory, które stosowałam na przemiennie. Jednym z nich był bubel nad bublami - korektor Maybelline Instant Anti Age Eraster. Wciąż zachodzę w głowę, skąd bierze się tak wiele pozytywnych opinii na jego temat w sieci, bowiem u mnie nie sprawdził się on kompletnie. No chyba, że ja coś robię z nim źle, ale mogłabym nałożyć pod oczy kilka warstw, a i tak skóra wyglądałaby, jakbym nie użyła korektora. A nawet jeszcze gorzej, bowiem ten produkt podkreśla każdą zmarszczkę, nawet taką, o której istnieniu nie miałam wcześniej pojęcia. Cieszę się więc, że się go pozbywam, na pewno więcej go nie kupię. Natomiast drugi zużyty w październiku korektor - The One EverLasting Precision był o niebo lepszy. Bezproblemowo się go aplikowało na skórę dzięki niewielkiej "łopatce", nie podkreślał on żadnych załamań, czy zmarszczek, a jedna warstwa świetnie kryła niedoskonałości oraz cienie pod oczami.


Idąc dalej, w październiku zużyłam również kolejną saszetkę perełek do kąpieli, tym razem marki Isana o zapachu jagód. Uwielbiam wszelakiego rodzaju umilacze do kąpieli, o czym wspominam niemal w każdym denku. Ten przyjemnie pachnący i musujący produkt również skutecznie umilił mi moją kąpiel. Ponadto dna dobił krem do stóp Foot Works z Avon o zapachu jagód z wanilią. To chyba była jakaś świąteczna edycja, bo zapach bardzo kojarzył mi się z Bożym Narodzeniem. Był to bardzo przyjemny produkt, który świetnie zmiękczał stopy i je odżywiał. Naprawdę z miłą chęcią go stosowałam i bardzo rzadko zdarzało mi się wieczorem zapomnieć nakremować stopy. Krem do rąk z Rorec natomiast był idealnym produktem do torebki. Niewielki, wszędzie się zmieścił, dzięki czemu zawsze można było go mieć przy sobie. Krem miał dość treściwą konsystencję i przyjemny zapach. No i urocze opakowanie przypominające Hello Kitty! Jedynie nawilżenie mogłoby być bardziej długotrwałe, ale jako produkt na krótkie odświeżenie dłoni sprawdził się bardzo dobrze.


I na koniec tego październikowego denka zostały nam jeszcze dwa produkty. Pierwszy z nich to woda perfumowana My Destiny, umieszczona w pięknym, smukłym flakonie z indywidualną, zieloną smugą. Nie ma na świecie drugiego takiego samego flakonu, każdy jest inny. To szyprowo-owocowa kompozycja, która dawała poczucie luksusu. Była odświeżająca, nie dusząca, a sam zapach utrzymywał się bardzo długo, zwłaszcza na ubraniach. A ostatni kosmetyk z tego denka to dezodorant w kulce marki Fa, wersja Soft&Control. To już drugie opakowanie tej kulki, bowiem za pierwszym razem sprawdziła się u mnie na tyle dobrze, że do niego wróciłam i nie żałuję. I jak kiedyś wolałam dezodoranty w spray'u, tak teraz chętniej sięgam właśnie po te w kulce.


I to na tyle jeśli chodzi o moje październikowe denko. Tak jak pisałam na początku - ilość zużyć jest moim zdaniem zadowalająca, ale nie oszałamiająca. Zobaczymy teraz, co przyniesie listopad.




NOWOŚCI

I skoro udało nam się już uporać z kosmetycznymi śmieciami, przyszedł czas na nowości. A tych tym razem będzie naprawdę sporo. Szczerze? Spodziewałam się, że w październiku ta rubryka w przeglądzie będzie wyglądać zupełnie inaczej niż zwykle, ale naprawdę nie sądziłam, że będzie aż tak rozbudowana! Składając ten wpis, aż złapałam się za głowę, widząc, ile tego w ostatnim miesiącu do mnie przybyło. Sami zobaczcie :)


Październikowe nowości zacznijmy od wypasionej paczki urodzinowej od Cecylii, autorki bloga urbanbeautician, z którą koresponduję od niemal samego początku istnienia tego adresu. I nie dość, że zawsze mogę liczyć na jej wsparcie, radę i pomoc (w końcu kto lepiej zrozumie blogera jak nie drugi bloger?;)), to jeszcze prezent od Celi przekroczył moje wszelkie pojęcie. Otwierając tę paczkę aż zaniemówiłam z wrażenia (a to rzadko mi się zdarza). I nie jestem w stanie wymienić wszystkiego, co znalazło się w środku, tak dużo tego jest. Poza tym trwałoby to z pewnością dobre kilka minut, oszczędzę Wam więc tego. Na pewno jednak produkty z tej paczki będą pojawiały się cyklicznie w denkach, gdy tylko uda mi się je zużyć... co mówiąc szczerze, nie wiem, kiedy nastąpi :)


Kolejną cudowną paczką urodzinową jest przesyłka od Angeliki, z którą znam się z portalu DressCloud. Dzięki trwającej przez cały rok akcji "Kalendarz urodzinowy Clouders" na tamtejszym forum wiemy, kto i kiedy ma urodziny, możemy więc wysłać danej użytkowniczce przesyłkę z życzeniami. Oczywiście, jeśli tylko tego chcemy. I ja właśnie taką otrzymałam od Angeliki.


Moi przyjaciele w tym roku w prezentach urodzinowych też poszli w kosmetyki. Trudno się temu dziwić, w końcu czytają bloga (pozdrawiam Was!!!:)) i znają mnie na tyle dobrze, że doskonale wiedzą, co sprawdzi się u mnie najlepiej i co sprawi mi najwięcej frajdy. A już zwłaszcza, jeśli dostaje się do ręki niedostępne w Polsce produkty Lush, czy kolejne pomadki w ciemnych kolorach z Golden Rose. No i jak tu się nie ucieszyć? :)


I gdy już myślałam, że to koniec kosmetyków z ich strony, jako część prezentu dostałam jeszcze od przyjaciółki serię maseczek w saszetkach z Perfecty. Jest tu też kilka peelingów i serum.


Oprócz tego w październiku udało mi się również po ponad półrocznej posusze w tym temacie dostać do kolejnego testu na wizażu. A nawet i do dwóch! I to w tym samym czasie :) Najbardziej ucieszyłam się z solnego peelingu do ciała Swedish Spa (zwłaszcza, że właśnie skończyłam jego poprzednią wersję i chętnie porównam ją z tą po liftingu), ale także różany botaniczny balsam 3w1 do twarzy z Garnier chętnie sprawdzę.


W ogóle w październiku uśmiechnęło się do mnie odrobinę szczęścia i oprócz testowań na wizażu, udało mi się również wygrać w konkursie ambasadorskim Mixa, który odbył się na Instagramie. W ramach nagrody otrzymałam paczkę z dwoma takimi samymi zestawami kosmetyków Mixa - dla mnie i dla kogoś mi bliskiego, w skład którego wchodzą kremy nawilżające do twarzy - lekki i bogaty oraz mleczko do demakijażu.


Ale to jeszcze nie koniec nowości! Kolejne produkty otrzymałam w ramach mojej pierwszej współpracy na blogu i są to kosmetyki marki Mokosh i BeOrganic. Spodziewajcie się więc recenzji, choć pewnie zanim je przetestuję, to nadejdzie nowy rok.


A w ostatni weekend października byłam na Targach Kosmetyków Naturalnych Ekocuda, o czym pisałam Wam już w poprzednim przeglądzie czy też w zapowiedzi tych targów na blogu. Z racji ograniczonego budżetu nie mogłam pozwolić sobie na wszystko, co chciałabym kupić (poza tym przecież zapasy same się nie zużyją), dlatego sięgnęłam tylko po to, co najpotrzebniejsze. I dlatego kupiłam moją ulubioną rumiankową esencję micelarną Polny Warkocz, bo ostatnia zdrada z płynem dwufazowym do oczu z Nivea nie skończyła się zbyt dobrze, dlatego postanowiłam wrócić do niej z podkulonym ogonem. Nie mogłam też powstrzymać się przed zakupem nowości od Yope w postaci szamponu i odżywki do włosów, wersja Magiczny Ogród. Firma trochę pokrzyżowała mi szyki, bo planowałam na początku października puścić wpis na temat tej marki, a tu wyskoczyli mi z produktami do włosów... Dałam więc sobie trochę czasu, by móc kupić i przetestować te nowości, i odłożyłam ten wpis na grudzień, by w pełni opowiedzieć Wam o tej marce.


Uff, i to by było na tyle jeśli chodzi o mój październikowy przegląd kosmetyczny. Jak widzicie nowości w tym miesiącu przybyło mi naprawdę sporo, choć kupiłam z tego bardzo małą część. O dziwo w październiku nie przybyło mi też nic z katalogu Oriflame, jak to zazwyczaj bywało. Udało mi się również nie kupić nic na promocji w Rossmannie, mimo że było bardzo blisko tego. Ale niestety, ostatecznie w żadnym ze sklepów nie było wszystkich trzech produktów, które chciałam dla siebie, więc ostatecznie sobie odpuściłam.




I na koniec dajcie znać, co Was najbardziej ciekawi z moich nowości, żebym wiedziała, co jako pierwsze mam zacząć testować. Bo jak widzicie - jest tego sporo, a że twarz mam jedną, to nie wiem, które posty realizować jako pierwsze :) Napiszcie też jak prezentują się Wasze październikowe zestawienia i co znacie z moich zużyć bądź nowości. Jesteście zadowoleni ze swoich denek? Co ciekawego Wam przybyło w tym miesiącu? Chętnie o tym poczytam w komentarzach :)

Inne posty z tej kategorii

45 komentarzy

  1. fajne nowości, sporo maseczek, pamiętam, że kiedyś miałam ten peeling do ciała z oriflame Swedish Spa

    OdpowiedzUsuń
  2. Wuoooo ale mnóstwo nowości! Ciekawa jestem jak sprawdzi się u Ciebie wersja z BeOrganic i Mokosh ! <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pewno pojawią się o nich osobne wpisy, ale to zapewne w pierwszych miesiącach nowego roku, bo niestety, ale twarz mam jedną i aż tak szybko wszystkiego zużyć mi się nie uda :D

      Usuń
  3. No nowości spoooooro :D Dużo fajnych rzeczy ogólnie, które chętnie bym Ci podkradła :D hahah
    Z denka znam scrub The Secret Soap, ale był kiepski. Zapach to już wgl dramat, wgl mi się nie spodobał. Fa ma fajne zapachy dezodorantów, ale działanie dla mnie niestety słabe.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, czyli nie jestem odosobniona w swojej opinii na temat tego scrubu :)

      Usuń
  4. A ja naiwnie myślałam, że w październiku dobrze poszło mi zużywanie kosmetyków... w porównaniu do Ciebie to mogę się schować z moimi osiągnięciami ;) W zapasach mam micel z Yves Rocher i jestem bardzo ciekawa jak się u mnie sprawdzi :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bez przesady, na pewno nie jest tak źle jak mówisz! :)

      Usuń
  5. Mnóstwo maseczek się u Ciebie przewija :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Bardzo fajne i treściwe denko, właściwie są tutaj produkty nieomal z każdej kategorii! Ilość zużytych maseczek jest naprawdę imponująca! Ja ostatnio trochę rzadziej sięgam po maseczki i zdecydowanie muszę to zmienić, bo moja skóra zaczyna przechodzić ciężki okres...
    Jeśli chodzi o urodzinową paczuszkę to proszę tu nie przesadzać, w końcu składałam ją prawie pół roku starając się, żeby znalazły się w niej same NAJ produkty, które przynajmniej u mnie fajnie się sprawdziły. Stąd wyszedł taki trochę może misz-masz ;D Bardzo jestem ciekawa jak się u Ciebie wszystko będzie sprawowało i czekam z niecierpliwością na opinie. Zresztą wszystkie Twoje urodzinowe prezenty są przepiękne i już widzę kilka nagłówków postów, które pewnie niebawem się pojawią, co? ;-))
    Gratulacje dostania się do testów na wizażu i wygranych nagród oraz oczywiście nawiązania współprac! Mam nadzieje, że wszystkie kosmetyki dobrze się u Ciebie sprawdzą. Ja osobiście bardzo lubię Mixę i jak dotąd jeszcze nigdy mnie nie zawiodła. Polny Wianek u mnie sprawdził się super, a pozostałych kosmetyków niestety nie znam.
    Jeśli chodzi o to, o czym poczytałabym w pierwszej kolejności to rzeczywiście ciężko się będzie zdecydować! Bardzo mnie ciekawią kosmetyki marki Mokosh, ale Yope też brzmi interesująco. No i cały set maseczek!
    U mnie październikowe zużycia chyba będą bez szału, ale wydaje mi się, że mniej przybyło. Z tym, że prawie co miesiąc tak mi się wydaje, po czym jak zaczynam pisać posta na ten temat i zgrywam zdjęcia to niestety fakty temu zaprzeczają... więc na razie po prostu nie wiem jak to wyszło ;D
    PS. To zdjęcia z produktami z Yope tak bardzo kojarzy mi się ze Świętami <3 <3 <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję kochana za wszystko! Za prezent, za pamięć, za życzenia, za cały misz masz i za ten komentarz <3 I masz stuprocentową rację, szykuje się na blogu sporo wpisów z kosmetyków z październikowych nowości :D

      Czekam na Twoje październikowe podsumowanie z denkiem i nowościami :)

      Usuń
  7. I spore denko, i spore nowości! Spóźnione najlepsze życzenia urodzinowe! :*

    OdpowiedzUsuń
  8. Ten korektor pod oczy mnie ciekawi :)
    Zapraszam także do siebie na nowy post - KLIK

    OdpowiedzUsuń
  9. Zdecydowanie z nowości wpadły mi w oko seria z Yves Rocher i te maseczki też ciekawie wyglądają. Testuj i daj znać!

    OdpowiedzUsuń
  10. No tak, ten przeklęty korektor Maybelline... i tak podziwiam, że go zużyłaś, bo ja wywalam :D

    OdpowiedzUsuń
  11. Miałam kilka produktów z twojej listy , ale żadna z nich nie okazała się perełka niestety :( Super wpis kochana :*
    Blog <3

    OdpowiedzUsuń
  12. Dużo tego i widzę też moje ulubione Yope :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Spóźnione sto lat:) i miłego testowania nowości!

    OdpowiedzUsuń
  14. Widze,że denko naprawdę ciekawe :) Te produkty Mixa miałam okazję i używac i baaardzo lubię :)
    Sandicious

    OdpowiedzUsuń
  15. O jejku ile nowości! :) Jestem ciekawa tego wszystkiego! :) Jako fanka maseczek, muszę koniecznie przetestować te koreańskie w płachcie :) Z Twojego polecenia skuszę się też na antyperspirant Fa, ponieważ ja jeszcze nie trafiłam na taki, coby mnie satysfakcjonował... Może ten się sprawdzi :)

    OdpowiedzUsuń
  16. ooo nowości bardzo ciekawie się zapowiadają. Jestem ciekawa Twojego zdania na temat Yope i Mokosha! Płyn micelarny z Polnego Warkocza to również mój ulubieniec i ostatnio uzupełniłam zapasy:) Dorwałam go z promocji więc od razu kupiłam trzy buteleczki:) Uwielbiam go:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W ogóle się nie dziwię poczynienia takich zapasów, to świetny kosmetyk! <3

      Usuń
  17. Olejek z drzewa herbacianego uwielbiam, świetnie się spisuje właśnie w kryzysowych pojedynczych wypryskach :) Nowości od Yope też mnie bardzo kuszą :D Dawaj recenzje lushowych cudeniek :D

    OdpowiedzUsuń
  18. Świetne nowości i gratuluję zużyć. :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Podziwiam Ciebie:) ja nie umiem rozróżnić jednego kremu od drugiego wszystko jest dla mnie takie samo.

    OdpowiedzUsuń
  20. Wow, ile maseczek! Chyba mnie namówiłaś do powiększenia swojej kolekcji :)

    OdpowiedzUsuń
  21. Ja to taki średni maniak kosmetyczny, i choć lubię nowości to jednak nie aż tak bardzo. Często dzięki blogom wiem, co jest nowe itd .. a z racji że mieszkam za granicą to w ogóle nie mam pojęcia jakie kosmetyki i jakich marek widnieją na rynku.. :D denko jest spore, i.. chyba nic z tego nie miałam 0.o

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiadomo, że każdy interesuje się czym innym i stosuje co innego, i to jest właśnie najlepsze :)

      Usuń
  22. Nie znam żadnego z tych kosmetyków. Słynny korektor z Maybelline planowałam kiedyś kupić, ale teraz cieszę się, że natknęłam się na Lovely i ostatecznie zdecydowałam się właśnie na niego ;) Ciekawa jestem tych perfum ;)

    OdpowiedzUsuń
  23. też od wizażu dostałam do testów kosmetyk Oriflame tyle że wersję niebieską :)

    OdpowiedzUsuń
  24. Z Twojego denka nie miałam nic :) Sporo nowości - miłego testowania :)

    OdpowiedzUsuń
  25. Bardzo lubię te kremy do stóp z tej serii z Avonu. Teraz zamówiłam sobie w wersji z cynamonem, żeby właśnie tak bardziej świątecznie było :D
    Ciekawa jestem tych kosmetyków marki Mokosh i BeOrganic. Czekam na recenzję ;)

    OdpowiedzUsuń
  26. Same fajne produkty zużyłaś :) Zaciekawiłaś mnie maseczkami w płachcie i peelingiem Swedish Spa, właśnie zamówiłam nowe olejki ( pod prysznic i do kąpieli ) nowy design bardzo mi się podoba ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi też bardzo przypadł do gustu, choć akurat tych olejków (jeszcze) nie mam :)

      Usuń
  27. Świetne kosmetyki zużyłaś i fajne nowości czekają u Ciebie! Też mam ten krem Foodie Soraya i też u mnie czeka, bo kończę poprzedni. "Snow Fairy" miło wspominam. :-)

    OdpowiedzUsuń
  28. lubiłam ten peeling Swedish SPa. A krem Eco Beauty mnie strasznie zapychał...

    OdpowiedzUsuń
  29. Great post dear ! You have a nice blog.
    I follow you can you follow me ?
    I will be happy.
    www.guzelvekulturlu.com
    Kisses

    OdpowiedzUsuń

Cześć :) Cieszę się, że tu jesteś i że chcesz skomentować ten wpis! Informuję, że nie ma u mnie obserwacji za obserwację, na pytania zawsze odpowiadam zaraz pod nimi, a komentarze nic nie wnoszące do dyskusji (coś w stylu „świetny blog, wpadnij do mnie”) od razu kasuję. Do następnego! :)

Jestem tutaj

INFORMACJA

Ta strona wykorzystuje pliki cookies (ciasteczka) zapisywane na Twoim komputerze. Korzystając z niej, wyrażasz na to zgodę. Więcej o polityce prywatności, obowiązującej na stronie, przeczytasz w odpowiedniej zakładce w górnym panelu bloga.