KOSMETYCZNI ULUBIEŃCY DRUGIEGO KWARTAŁU 2018 ROKU

08:39

Choć mi się to trochę w głowie nie mieści, fakt jest jednak faktem - połowa 2018 za nami. I kontynuując zapoczątkowaną w tym roku małą "tradycję" na blogu, nadszedł czas na moich kosmetycznych ulubieńców drugiego kwartału. Wszystkich zaciekawionych, które kosmetyki w ciągu ostatnich trzech miesięcy zasłużyły u mnie na takie miano, serdecznie zapraszam na dzisiejszy wpis!

A ich liczba jest bardzo podobna do tej z pierwszego wpisu tej serii. Tym razem mamy tylko o jednego gagatka więcej.


I pewnie macie już dość oglądania opakowania odżywki do włosów Garnier Botanic Therapy z serii Mityczna Oliwka, która w ostatnim miesiącu kilkukrotnie przewinęła się w moich postach na blogu (dzisiaj to będzie ostatni raz, naprawdę!). Nic jednak na to nie poradzę, że się u mnie bardzo dobrze sprawdziła. I to do tego stopnia, że musiała wylądować w ulubieńcach! Stosowana po szamponie z tej serii dała uwielbiany przeze mnie efekt pełnych blasku, miękkich, lejących się włosów. Wydobyła z nich całe ich naturalne piękno, do tego miała przyjemny zapach i świetną konsystencję. Nie trzeba też było jej wcale tak wiele nakładać na włosy, okazała się więc być bardzo wydajna jak na swoje niewielkie gabaryty. I choć wylądowała w ostatnim denku, z chęcią kiedyś do niej wrócę. Tak samo jak i do masek w saszetkach z Be Beauty, o których jeszcze w tym miesiącu na pewno pojawi się osobny post. Dziś jednak mam dla Was mały spoiler, bowiem jedna z nich (a mamy do wyboru aż cztery wersje) sprawdziła się u mnie na tyle fenomenalnie, że musiała wylądować w tych ulubieńcach. A mowa o wersji nawilżającej, umieszczonej w niebieskiej saszetce, która podobnie do wspomnianej wcześniej odżywki Garnier wydobyła z moich włosów to co najlepsze. Widocznie służą im produkty mocno nawilżające, dzięki którym o wiele lepiej się układają, są miękkie, gładkie i pełne blasku. Efekt ten widoczny był gołym okiem i został zauważony nie tylko przeze mnie, mam więc potwierdzenie, że ta maska świetnie się na moich włosach sprawdziła. Na pewno kupię ją ponownie, zwłaszcza, że nic mi w niej nie przeszkadza, a forma opakowania jest idealną na wyjazd. I ta zachęcająco niska cena! Dokładnie tak samo jest w przypadku żelu do golenia Balea o zapachu brzoskwini. Tu też cena jest bardzo zachęcająca, a razem z nią idzie też jakość. Żel cudownie pachnie brzoskwiniami i jest piekielnie wydajny. Wystarczy malutka pompka, aby pokryć całą nogę. Z opakowania bowiem produkt wydobywa się w formie żelowej, ale po chwili rośnie, przeinaczając się w przyjemną piankę, która nie ześlizguje się ze skóry podczas golenia. Ponadto nie podrażnia, nie przesusza, a dzięki niej poślizg maszynki jest wyjątkowo komfortowy. Jestem zachwycona tym żelem i gdy tylko będę miała możliwość, na pewno zaopatrzę się w kolejne opakowanie (albo nawet i kilka, tak na zapas).


Tak samo jest z olejkiem z drzewa herbacianego Love Nature, którego, mówiąc szczerze, nie wiem, które mam już opakowanie. Gdy tylko jest w promocji, zaopatruję się w kilka sztuk, bo mimo że jest piekielnie wydajny, zawsze wolę mieć przynajmniej jeden słoiczek w zapasie. Wiecie, w razie co. Działa on bowiem zbawiennie na moją skórę. Gdy tylko pojawia się na niej jakaś niedoskonałość, nakładam go punktowo na nią na całą noc, a rano jest ona ewidentnie zmniejszona i nie buduje się dalej, tylko powoli zanika. I dlatego zawsze muszę mieć go pod ręką, bo jak tak nie zadziałam, to zaraz w ruch pójdą paluchy... a jednak lepiej jest unikać wyciskania. Ostatnio odkryłam również dwa świetne kosmetyki do makijażu. Pierwszym z nich jest zapewne większości z Was znany eyeliner Celebrites z Eveline, który jest przeze mnie tak często używany, że aż starłam z opakowania jego złote ornamenty. Nic w tym jednak dziwnego, bo to chyba pierwszy tego typu produkt, którym kreskę maluje mi się bezproblemowo i nawet (w miarę) równo na obu powiekach! Wydaje mi się, że to wszystko za sprawą pędzelka, którym naprawdę dobrze mi się pracuje. Nawet kiedy maluję kreskę w autobusie, a i taka historia ostatnio miała miejsce :) Drugim odkryciem do makijażu okazał się być średnio-kryjący podkład - The One IlluSkin AquaBoost, brat mojego ulubionego The One EverLasting, który lepiej od niego sprawdza się u mnie podczas gorących dni. Jest to podkład przeznaczony do skóry suchej, ma więc też właściwości nawilżające. Jest bardzo lekki, dodaje cerze świeżości i ożywienia. Po nałożeniu daje taki efekt "mokrej twarzy", który o dziwo bardzo mi odpowiada i jest całkiem przyjemny. Dzięki temu oraz średniemu kryciu nie czuję, że nałożyłam na siebie tapetę. Do tego podkład ma też filtr SPF20, więc chroni moją twarz przed szkodliwymi czynnikami zewnętrznymi. Jestem ciekawa, czy jesienią też będę go tak bardzo lubić jak podczas ostatnich, gorących dni. A skoro makijaż mamy za sobą, to musi też być coś, dzięki czemu wieczorem to wszystko da się z twarzy zmyć. I od niedawna jednym z etapów demakijażu jest u mnie olejek, aktualnie używam łagodzącego olejku do demakijażu z Vianka, który naprawdę świetnie się sprawdza. Ma niemal niewyczuwalny zapach, świetną pompkę, dzięki której aplikuje się pożądaną ilość kosmetyku, jest łagodny dla skóry i niezbyt tłusty. A do tego świetnie rozpuszcza makijaż, radzi sobie nawet z mocną kreską czy matową pomadką, a sam bezproblemowo zmywa się z twarzy. Bardzo, ale to bardzo go polecam.


I na koniec trzy produkty z Oriflame. Pierwszym z nich jest pobudzający scrub do stóp Feet Up Comfort, którego mam już któreś z rzędu opakowanie. Świetnie się u mnie sprawdza wieczorem po całym dniu bycia na nogach, ponieważ nie tylko odświeża, delikatnie wygładza i oczyszcza stopy, ale ma w sobie coś takiego, dzięki czemu one odpoczywają, a ja mam poczucie ulgi. Scrub nie ma grubych, drażniących drobinek, nie jest typowo mocnym zdzierakiem, ale dzięki jego pobudzającemu działaniu i orzeźwiającemu zapachowi stanowi mój must have wieczornego odpoczynku. Drugim produktem jest antybakteryjny żel do rąk Nature Secrets o zapachu mandarynki. I to właśnie dlatego go tutaj wrzuciłam, bowiem większość tego typu produktów zwyczajnie pachnie alkoholem. A ten nie tylko świetnie odświeża dłonie, ma idealne w podróż opakowanie, to jeszcze orzeźwiający zapach mandarynek. O wiele przyjemniej więc się go stosuje. I na koniec produkt, którego ostatnio namiętnie używam - mgiełka zapachowa Miss Yes To Love. Nie jest to mgiełka odświeżająca, a typowo zapachowa, która z powodzeniem może zastąpić wodę toaletową, a dzięki swoim małym gabarytom jest idealna do torebki. Ma bardzo słodki, ale nie drażniący zapach, jest bardzo dobrze wyczuwalna i ma świetny aplikator, którym nie zrobimy sobie krzywdy, jakbyśmy wylali na siebie całe wiadro zapachu (no chyba, że tego chcemy:)). Mój zdecydowany ulubieniec ostatnich miesięcy!





I to by było na tyle, jeśli chodzi o moich ulubieńców kwietnia, maja i czerwca tego roku. Dajcie znać, czy znacie coś z powyższej dziesiątki. A może coś Was szczególnie zaciekawiło? Chętnie też dowiem się, co Wy odkryliście w ostatnim czasie na rynku kosmetycznym, co stało się Waszym ulubieńcem. Dajcie znać w komentarzach! :)

Inne posty z tej kategorii

20 komentarzy

  1. Ja testowałam którąś z tych saszetek (na pewno nie niebieską), ale średnio mnie urzekły. Muszę się też zapoznać w końcu z Viankiem

    OdpowiedzUsuń
  2. Znam tylko eyeliner z Eveline, ale sięgam po niego tylko wtedy, kiedy przyklejam sztuczne rzęsy, więc bardzo rzadko :D

    OdpowiedzUsuń
  3. U mnie ulubieńcem zdecydowanie jest olejek do demakijażu Vianka ;) jest naprawdę super!

    OdpowiedzUsuń
  4. Odzywka od Garniera bardzo mnie ciekawi :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Skoro ta maska Garnier taka fajna, no to trzeba ją pochwalić, to nic, że któryś raz już o tym czytam :P to tylko sprawia, że warto się nią zainteresować.
    Ja nie znam generalnie Twoich ulubieńców, ale olejek Vianka ciekawi najbardziej:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Lubię takie zestawienia, ale to już Ci chyba kiedyś pisałam;) Generalnie - większość kosmetyków jest dla mnie obca, tym fajniej czytało się ten post!
    pozdrawiam serdecznie znad filiżanki kawy:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ciekawi ulubieńcy, akurat z twoich ulubieńców żadnego nie używałam, ciekawi mnie ten Vianek. :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Ta odzywka oliwkowa to już mnie kusi od kiedy o niej u Ciebie poczytałam ;-) No i muszę w końcu wykorzystać maski Be beauty od Ciebie, zwłaszcza tą nawilżającą! Żel Balea także i u mnie ma miano ulubieńca, jednak olejek z drzewa herbacianego u mnie sprawdził się średnio. Pozostałych produktów niestety nie znam. Bardzo kusi mnie eyeliner, może przy jego pomocy nauczę się w końcu robić kreski? ;-)

    OdpowiedzUsuń
  9. Ostatnio się bardzo z Viankiem polubiłam, chociaż tego olejku (jeszcze! :D) nie miałam. W zapasach mam też jakąś piankę do golenia z Balea i chyba najwyższa pora się nią zainteresować, skoro taka fajna jest :D

    OdpowiedzUsuń
  10. wiesz że nie znam żadnego hehe

    OdpowiedzUsuń
  11. Dla mnie ten eyeliner jest zbyt wodnisty i dlatego mi się źle nim rysuje ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Zawsze zapominam ile właściwie wynosi kwartał, więc te twoje podsumowania mnie zbijają z tropu, hahaha. Hmm, miałam tylko eyeliner z tego zestawienia, ale mi się nie sprawdził. Wolę jednak pisaki i formuły żelowe :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Żadnego z nich nie miałam ale zaciekawiła mnie ta mgiełka zapachowa :)

    OdpowiedzUsuń
  14. kurczę widziałąm tego garniera botanic therapy w biedro i kminiłam czy upić;D następnym razem:D

    OdpowiedzUsuń
  15. Łagodzący olejek do demakijażu jest na mojej liście zakupowej! Muszę go wreszcie wypróbować :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Polubiłam tą włosową serię Garniera:) a Ori ma fajne produkty do stop :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Znam jedynie olejek Vianka. Jak dla mnie to jest ich najlepszy kosmetyk:)

    OdpowiedzUsuń
  18. Ooo kolejne pozytywne odczucia na temat olejku z Vianka, muszę zatem i ja go poznać!

    OdpowiedzUsuń

Cześć :) Cieszę się, że tu jesteś i że chcesz skomentować ten wpis! Informuję, że nie ma u mnie obserwacji za obserwację, na pytania zawsze odpowiadam zaraz pod nimi, a komentarze nic nie wnoszące do dyskusji (coś w stylu „świetny blog, wpadnij do mnie”) od razu kasuję. Do następnego! :)

Jestem tutaj

INFORMACJA

Ta strona wykorzystuje pliki cookies (ciasteczka) zapisywane na Twoim komputerze. Korzystając z niej, wyrażasz na to zgodę. Więcej o polityce prywatności, obowiązującej na stronie, przeczytasz w odpowiedniej zakładce w górnym panelu bloga.