#NASZAGĘ: MAJ I CZERWIEC 2018

00:18


Maj... jeden z piękniejszych miesięcy w roku dobiegł końca. A zaraz po nim nastał czerwiec, który również za chwil kilka przejdzie do historii. Nadszedł więc czas podsumowań i dziś właśnie na taki skrót ostatnich dni Was serdecznie zapraszam!

Przy okazji wykorzystam ten wpis, by dać Wam znak, że żyję i mam się dobrze, bowiem może ktoś się martwi albo chociaż zastanawia, czemu od jakiegoś czasu nic nowego tutaj nie publikuję. Tak, to prawda, trochę mnie tu ostatnio nie było, biję się w pierś z tego powodu (ale nadrobimy to wszystko w lipcu, spokojnie!).

A dzisiaj (poniżej) dowiecie się czemu właśnie stało się tak, jak się stało.


CO W MAJU?

Przede wszystkim w maju odwiedziłam dwa miasta na K. Pierwszym z nich, do którego wybrałam się na przedłużony weekend do mojej przyjaciółki w odwiedziny, był Kraków. Był to mój któryś (trzeci? czwarty?) raz w przeciągu ostatnich lat w tym mieście, które na przestrzeni kolejnych wyjazdów z miejsca wycieczkowego stało się dla mnie punktem spotkań towarzyskich. Z miasta, które zachwycało mnie (żeby nie było - wciąż zachwyca! ale teraz trochę w innym tego słowa znaczeniu) zabytkami i architekturą, stało się punktem na mapie Polski, w którym chce się pełną piersią chłonąć tamtejszą atmosferę, poczuć się przez chwilę mieszkańcem tej historycznej stolicy naszego kraju i znaleźć w sobie choćby odrobinę ducha artysty. W takich wyjazdach po prostu nie chodzi o odhaczanie kolejnych punktów na liście tych "must to see", a o wtopienie się w tłum i całkowite zrelaksowanie.

I właśnie dlatego z tego wyjazdu osobnego wpisu na blogu nie znajdziecie.



Sama nie wiem, czy kiedykolwiek taki z Krakowa poczynię... Jedno jest pewne - to nie był mój ostatni raz w tym mieście, więc może jednak kiedyś coś takiego powstanie? Nie wykluczam. Na razie jednak nie czuję się na siłach, by sprostać temu zadaniu.


Wracając do tematu. Drugim miastem na K odwiedzonym przeze mnie w maju były... Katowice, które od zawsze były na mojej liście miejsc do zobaczenia. Pewnie dziwicie się, skąd mi się te Katowice ubzdurały w głowie, w końcu o jego brzydocie krąży całe mnóstwo różnych opowieści. Jest jednak jeden, bardzo ważny powód tego stanu rzeczy - a mianowicie Spodek, miejsce dla kibica reprezentacji Polski w siatkówce szczególne. Zawsze chciałam przeżyć mecz tam, w Katowicach, w Spodku, na tych trybunach...


...i po 14 latach od zakochania się w tej dyscyplinie sportu, w tym miejscu i w naszej reprezentacji w końcu mi się to udało. Przez ten czas co prawda wiele się w moim kibicowaniu, w pojmowaniu wszystkiego wokół siatkówki i w samej kadrze zmieniło, ale jedno marzenie pozostało niezmienne. I 25. maja tego roku zostało zrealizowane.


Nie mówię jednak ostatniego słowa, bo na pewno tam wrócę i to nie po kolejnych czternastu latach, oj nie! :) To miejsce jest bowiem wyjątkowe, inne niż wszystkie hale, w których dotąd byłam, i jak już raz się posmakowało tej atmosfery, to chce się jeszcze i jeszcze. A wrócę nie tylko do Spodka, ale też i do samych Katowic, które mnie oczarowały. Naprawdę! Nie kłamię! Wszystko, co złego o nich mówią czy też piszą, mija się z prawdą i jeśli jeszcze nie byliście, to sami musicie się o tym przekonać. Bo to nie jest tylko miejsce przesiadkowe, w którym nie ma nic godnego uwagi. Nie! Jest wręcz odwrotnie! Miałam zamiar napisać post o Katowicach, ale ostatecznie wszystko podczas tego wyjazdu wydarzyło się kompletnie na opak, odbyło się na tak wariackich papierach, że większości planu po prostu nie udało się nam zrealizować...

Dlatego muszę tam wrócić choćby po to, by ten mój zamysł zrealizować.


A najbardziej żałuję, że dopiero wyjeżdżając z Katowic dowiedziałam się o trwających tam tego dnia targach kosmetyków naturalnych EKOTYKI. Choć może akurat to lepiej dla mojego postanowienia o kosmetycznym detoksie? :) Odbiję to sobie innym razem! (w sumie to już we wrześniu będzie ku temu dobra okazja...).


W międzyczasie jeszcze w maju uczestniczyłam w tegorocznej edycji pokazów lotniczych Poznań Air Show. I muszę przyznać, że to było naprawdę świetnie widowisko, i to nawet dla osoby, która nie ma hopla na punkcie samolotów i lotnictwa. A mimo to cały dzień na poznańskim lotnisku Ławica był dla mnie niesamowitym doświadczeniem i przyniósł sporo frajdy.


Niestety, maj też zapamiętam niezbyt dobrze z kibicowskiego punktu widzenia...

CO W CZERWCU?

...ale żeby nie schodzić z dobrego tonu wypowiedzi w tym wpisie, przejdźmy lepiej od razu do czerwca, omijając pewne wydarzenia, które wciąż są na tyle świeże, że za każdym razem uruchamiają niepotrzebne emocje. A ten miesiąc, który co prawda wciąż jeszcze trwa, okazał się być dość analogiczny w stosunku do maja. Też były dwa miasta (co prawda nie na K, ale zawsze), też jedno w celu towarzyskim, a drugie w kibicowskim. I też jedno z nich, to drugie, uznawane jest za brzydkie.

Tym razem jednak sytuacja miała miejsce w odwrotnej kolejności.


Na pierwszy ogień poszła Łódź, bo to o niej była mowa w przypadku wspomnianego wcześniej "brzydactwa", która wyszła bardzo spontanicznie i też tak trochę na wariackich papierach. Bo jeszcze nie zdążyłam ochłonąć po katowickich wojażach, a tu się okazuje, że mamy bilety na sobotnie mecze Ligi Narodów w Atlas Arenie(!!!) i tuż po Bożym Ciele zawitałam właśnie tu...


...w tej hali, w której ostatni raz byłam siedem lat temu. Siedem! Ale ten czas leci! W ogóle tak z innej beczki: nie uważacie, że stadion ŁKS-u Łódź jest dość... intrygujący? I to nie tylko z powodu tak bliskiej odległości w stosunku do innego obiektu sportowego.


Tak jak w przypadku Katowic, tak i w Łodzi oprócz meczu postanowiłam skonfrontować wszelkie krążące opinie o tym mieście z rzeczywistością, jednak również osobnego wpisu na ten temat nie zrobię, bo nie mam do tego odpowiednich materiałów. Wszystko było za szybko, za bardzo po łebkach, za mało. Może kiedyś... może zaś...

Tymczasem kilka zdjęć z tego wyjazdu.




A na koniec miesiąca przydarzyła się Częstochowa, gdzie wróciłam po trzech latach (właśnie się zorientowałam, że ostatnie miesiące u mnie to był to swego rodzaju czas powrotów!). To miasto dla mnie też jest miejscem szczególnym, bowiem tu stacjonuje siatkarski klub, któremu kibicuję - AZS Częstochowa, dzięki któremu poznałam wielu, naprawdę wielu świetnych ludzi i mam całe mnóstwo dobrych wspomnień. I to właśnie dlatego Miasto Świętej Wieży jest dla mnie miejscem towarzyskich spotkań, spędzania czasu ze znajomymi oraz zmiany perspektywy i otoczenia, gdzie nigdzie nie trzeba się spieszyć, tylko celebrować momenty. Lubię takie sytuacje i czasem są mi one po prostu potrzebne.

Teraz też tak było.


W ogóle to cudowne jest mieć znajomych w wielu zakątkach Polski. Naprawdę! Może fakt, że zbyt często się nie widzicie i nie spędzacie dużo czasu ze sobą nie jest obiecującą perspektywą do takich znajomości, jednak gdy już nadejdą te chwile face-to-face to bardziej się je docenia. Dzięki temu też można poznać inne miejscowości nie z perspektywy turysty, a mieszkańca. A mieszkańcy wiedzą lepiej i więcej, gdzie pójść, co zobaczyć i co robić.

No i jest gdzie spać za darmoszkę :)


Cieszę się, że kiedyś nie bałam się internetowych znajomości i dzięki temu znam wiele cudownych osób z różnych stron Polski (i to nie dlatego, że mam gdzie spać, gdy Was odwiedzam, stanowczo to teraz dementuję!). Jeśli to czytacie, to wiecie, że o Was teraz mówię :) I super, że jesteście!


BLOGOWO

A ze spraw czysto technicznych: W maju udało mi się napisać dla Was aż 6 wpisów, co na tym blogu jest swego rodzaju rekordem, nigdy bowiem do tej pory w jednym miesiącu nie opublikowałam tylu tekstów, co bardzo mnie cieszy. A najchętniej czytanym przez Was był ten pt. Ostatnie przygotowania przed Mistrzostwami Świata | Skin 79: Fan of Poland Beauty Mask (teraz już wiemy, że nic z tych przygotowań nie wyszło).

Za to w czerwcu zostałam trochę sprowadzona na ziemię. W tym miesiącu bowiem nie było już tak kolorowo z publikacją na blogu... bowiem z dzisiejszym wpisem będzie ich tu tylko trzy (wśród nich największą popularnością cieszy się ten z recenzją oliwkowego zestawu do włosów Garnier Botanic Therapy). No cóż, tym razem trochę mi nie wyszło, ale zamiast się biczować myślami o niezrealizowanych planach na czerwiec, trzeba realizować dalsze. A jest co!


Mimo ostatniego rozprężenia na blogu cieszę się, że jest Was tu coraz więcej! Dziękuję :)


A CO PRZYNIESIE LIPIEC?

Dużo fajnych rzeczy! Naprawdę!

Przede wszystkim Gdynia i Open'er! I koncert Bruno Marsa!!! To już za półtora tygodnia! Na samą myśl przebieram nogami jak wariatka, bo chciałabym to już, teraz, zaraz! A później będę narzekać, że ta chwila minęła jak pstryknięcie palcami... W ogóle będzie to mój pierwszy festiwal muzyczny w życiu. Co prawda jadę tylko na sobotę (bo Bruno!), ale niesamowicie cieszę się z tego, nowego dla mnie, doświadczenia.

To na początku miesiąca, za to w ostatnie dni lipca wybieram się nad polskie morze, a konkretnie na Hel, który od dwóch lat kołatał mi się po głowie. I w końcu uda się zrealizować tę myśl! Już się nie mogę doczekać!

Poza tym planuję sporo ciekawych tematów na blogu i mam nadzieję, że nadal będziecie tu ze mną :)


A co u Was miłego wydarzyło się w minionych miesiącach? Jakie macie plany na urlop? A może już macie go za sobą - jeśli tak, to gdzie byliście? Z niecierpliwością czekam na Wasze komentarze! :)

Inne posty z tej kategorii

19 komentarzy

  1. Swietne miesiace mialas. Oby nadchodzace byly rownie udane :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ale się u Ciebie działo:D Bardzo miło się czytało;)
    pozdrawiam serdecznie znad filiżanki kawy:)

    OdpowiedzUsuń
  3. czas leci jak szalony, sporo się u Ciebie dzieje. niebawem będzie jesień i zima.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety, coraz bliżej... dlatego trzeba korzystać z ciepła i lata póki jest :)

      Usuń
  4. Niezła z Ciebie podróżniczka :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ukrywam, że jak za długo gdzieś nie wyjeżdżam, to mnie nosi :P

      Usuń
  5. Łooo kurde, widzę, że miałaś bardzo wycieczkowe dwa miesiące :D Ja w sumie najwięcej podróżowałam na przełomie marca i kwietnia - Białystok, Poznań, Bałystok-Kraków x4 :D
    Mnie już Kraków nie zachwyca, ale to dlatego, że po 4 latach mam go dosyć.
    A tak żartując sobie:
    "Ostatnie przygotowania przed Mistrzostwami Świata | Skin 79: Fan of Poland Beauty Mask (teraz już wiemy, że nic z tych przygotowań nie wyszło)." maski spisały się tak samo jak Polacy na meczach :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, dopasowały się do sportowej formy :)

      Usuń
  6. Tyle miast ostatnio! Wow. Ja właśnie planuję wakacje, szukam lokalizacji :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Też mam walizkę w kropki :) w Katowicach byłam lata temu, nie zachwyciły mnie ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Fajne podsumowanie ;) W Atlas Arenie byłam ostatni raz w 2011, a do Katowic jadę za 3 tygodnie. W sumie w Warszawie i w Katowicach jestem najwięcej razy w ciągu roku, bo dla mnie to albo kierunek wyjazdu albo punkt przesiadkowy ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. oj działo się, a lipiec zapowiada się jeszcze lepiej:)

    OdpowiedzUsuń
  10. Kochana, przedwczoraj okazało się, że jesienią jadę do Krakowa ;-) Pamiętasz, jak mówiłam, że tak dawno nie byłam w tym mieście, że już nawet ledwie co je pamiętam? No to będzie teraz okazja wszystko sobie pięknie odświeżyć! :D W Katowicach nigdy nie byłam, w Łodzi jedynie przejazdem, dlatego ciągle moja mapa podróży po Polsce jest pełna białych plam i miejsc do odwiedzenia ;-)
    Zazdroszczę Ci Openera! Z pewnością będzie wspaniale i będzie co wspominać przez dłuugie lata! Moja wakacyjne plany ciągle jeszcze w powijakach. Z pewnością zawitam choć na chwilę nad jezioro Nieszlysz w lubuskim, to moja ostoja, moja samotnia i moje wszystko co daje siłę i reset na kolejny rok. Poza tym plany się krystalizują, ale nic pewnego jeszcze nie ma. Z pewnością jednak gdy już poczuję zew lata, to odezwą się do mnie te wszystkie miejsca, które tylko czekają na moje odwiedziny ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też mam jeszcze sporo miejsc w Polsce, które koniecznie muszę odwiedzić. I super, że odświeżysz sobie Kraków, bo warto :)
      A Openera to się już nie mogę doczekać! <3

      Usuń
  11. Kraków to moje ulubione miasto! Już nie zliczę ile razy tam byłam, ale za każdym razem jest to miejsce pełne ciekawych miejsc do odkrycia :) O rany! Zazdroszczę meczu w Spodku! ♥ Zawsze chciałam kibicować na żywo swojej ukochanej drużynie! Uwielbiam siatkówkę i już nie mogę się doczekać tegorocznych mistrzostw świata! :) Fajnie, że tak sobie jeździsz i odwiedzasz przyjaciół! :) To prawda - warto mieć znajomości rozwianych po świecie! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam mooooocno, Spodek jednak ma w sobie to coś, czego innym halom brakuje <3

      Usuń
  12. Dużo się działo!! Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń

CZEŚĆ! :)
Cieszę się, że tu jesteś i że chcesz skomentować ten wpis! Chcę jednak, żebyś wiedział/a, że nie ma u mnie obserwacji za obserwacje, a wszystkie komentarze przejawiające chamstwo lub po prostu nic nie wnoszące do dyskusji (np. „świetny blog, wpadnij do mnie”) od razu będą kasowane. Proszę, szanujmy siebie i swój czas. Natomiast do każdego konstruktywnie komentującego prędzej czy później zajrzę :) A jeśli masz do mnie jakieś pytanie - śmiało je zadaj, a odpowiem na nie pod Twoim komentarzem najszybciej, jak będzie to możliwe. Pięknie dziękuję za wszystkie konstruktywne opinie! Będzie mi niezwykle miło, jeśli dołączysz do moich obserwatorów i zechcesz mnie odwiedzać w przyszłości!
Do zobaczenia! :)

Jestem tutaj

TRANSLATE