PRZEGLĄD KOSMETYCZNY: MAJ 2018

22:26

Jeszcze nie tak dawno publikowałam na blogu wpis z kwietniowym kosmetycznym podsumowaniem miesiąca, a tu już prawie i maj za nami, nadszedł więc czas na kolejną odsłonę zestawienia denka z nowościami. Ciekawych, co w tym miesiącu przewinęło się przez moją łazienkę, zapraszam serdecznie na dzisiejszy wpis!

W poprzednim denku sporo narzekałam na swoje zużycia, które okazały się być mniejsze niż standardowo. Spodziewałam się też w tamtym wpisie większej ilości kosmetycznych śmieci w maju... i czy to się sprawdziło i tak się właśnie stało? Wszystko wyjaśni się w dalszej części :)


DENKO



Żele pod prysznic Le Petit Marseillais o zapachu gruszki i jeżyny pojawiły się w kwietniowych nowościach, a już po miesiącu widzicie je w denku, tak bardzo nie mogłam się im oprzeć, więc szybko zabrałam się za ich zużywanie. Oba miały kremową konsystencję, bardzo dobrze się pieniły, nie wysuszały skóry, dobrze myły oraz miały poręczne opakowanie przyciągające wzrok i realistyczny, owocowy zapach. Bardziej do gustu przypadła mi wersja z jeżyną - pachniała intensywniej, a jej woń dłużej unosiła się w łazience. Obie sztuki jednak szczerze wszystkim polecam. Oprócz nich w maju do kąpieli zużyłam również saszetkę malinowych perełek Huhu, także z kwietniowych nowości, których zapach był tak intensywny, że po rozpuszczeniu się w wodzie roznosił się po całej łazience. Granulki te świetnie uprzyjemniły mi kąpiel, a po użyciu pozostawiły skórę bardziej miękką i gładką. Chętnie sięgnę po nie raz jeszcze. W koszu po wielu miesiącach używania wylądował również wielofunkcyjny olejek Swedish Spa, którego ja używałam głównie jako produktu pod prysznic, rzadziej na skórę po kąpieli. Można go jeszcze stosować na końcówki włosów, nawet próbowałam tego, ale jakoś zawsze przed myciem głowy o tym zapominałam, więc efekt jest mi nieznany, bo nie stosowany regularnie. Olejek ten przyjemnie pachniał, po kontakcie z wodą delikatnie się pienił, odżywiał skórę i ją zmiękczał. Bardzo przyjemny, u mnie jednak stosowany od święta.


Idąc dalej w maju w denku wylądowało także opakowanie po musie do ciała o zapachu owocowej babeczki z Nacomi, o którym szerzej pisałam w poście o tej marce. Muszę przyznać, że trochę męczyło mnie jego zużywanie - takie tłuste konsystencje nie są dla mnie odpowiednie na tę porę roku, nie chciałam jednak czekać z nim do zimy i ryzykować przeterminowania się produktu, więc jakoś się zmusiłam do zużycia tej resztki. Ponadto z balsamów zużyłam także miniaturę mleczka do ciała Treaclemoon o zapachu egzotycznego sorbetu. Nie był to mój ulubiony zapach, nie pachniał zbyt naturalnie i, tym bardziej, egzotycznie, ale sam produkt był dość przyjemny. Dobrze się go aplikowało dzięki przyjemnemu w użyciu dozownikowi, a jego pojemność sprzyjała w zabieraniu ze sobą na wszelakiego rodzaju wyjazdy. Mleczko szybko się wchłaniało, używałam go jako kremu do rąk i do ciała - i tu, i tu ładnie zmiękczało skórę. I na koniec klasyk, czyli uniwersalny żel Holika Holika 99% Aloe Soothing Gel, który u mnie był głównie stosowany na podrażnienia wywołane goleniem czy reakcją na nowe kosmetyki. Bardzo dobrze koił skórę, szybko się wchłaniał i świetnie orzeźwiał. Resztkę zużyłam w ostatnich gorących dniach jako schłodzenie skóry, w czym również sprawdzał się rewelacyjnie. Od czasu, gdy go poznałam, nie wyobrażam sobie nie mieć aloesowego żelu w łazience, by w razie potrzeby móc po niego sięgnąć i ukoić swoją skórę.


W końcu również udało mi się zużyć tubę bananowej maski do włosów Kallos, mojego zeszłorocznego odkrycia, która przez ostatnie półtora roku wylądowała po raz drugi w denku (wcześniej tutaj). Od tamtej pory jednak nic się nie zmieniło i nadal jestem nią zachwycona - jej działaniem, ceną, wydajnością i pojemnością, i na pewno niedługo do niej wrócę. Mam jednak teraz tyle innych masek do włosów, że kupowanie kolejnego opakowania i to jeszcze tak dużego, byłoby szaleństwem, na który na razie się nie zdobędę. Oprócz niej zużyłam także rewitalizujący szampon do włosów HairX, umieszczony w poręcznej butelce z dozownikiem. Szampon miał kremową konsystencję, dobrze się pienił, przyjemnie pachniał i okazał się być całkiem wydajny. Świetnie mył włosy, nie puszył ich ani nie powodował splątania, byłam z niego zadowolona. Z odżywki do włosów Pantene pro-V Moisture również, choć w tym przypadku produkt był dość niewydajny. Ale bardzo dobrze nawilżał, powodował, że włosy po umyciu i wysuszeniu były miękkie, gładkie, lejące się i przyjemne w dotyku. Nie obciążał, a nadawał błysku i mimo tej niewydajności w ogólnym rozrachunku wyszedł na plus.


Mleczko do mycia twarzy Bentley Organic natomiast zużywałam dobre cztery miesiące, był to bardzo wydajny produkt. I całkiem przyjemny. Jego konsystencja nie do końca przypominała mi mleczko, niby była kremowa, ale miała w sobie też coś z pianki... ciężko to logicznie wyjaśnić. Produkt nie podrażniał i był łatwy w aplikacji dzięki dozownikowi. Dobrze pozbywał się resztek makijażu i zanieczyszczeń, był komfortowy w użyciu, jednak nie na tyle oszałamiający, by do niego wrócić. Ta buteleczka bez etykietki natomiast jest pozostałością po olejku różanym do mycia twarzy z Bielendy. Swoje przeszła, miałam do niej kilka podejść i to dlatego tak teraz wygląda. Po pierwszych kiepskich wrażeniach naprawdę się polubiłyśmy, widocznie musiałam przyzwyczaić się do jej oleistej konsystencji i zobaczyć efekty. A te są zadziwiające, bowiem jedna pompka potrafiła rozpuścić nawet najmocniejszy makijaż i odpowiednio przygotować skórę do kolejnych kroków pielęgnacyjnych. Ponadto nie podrażniała skóry, miała przyjemny zapach i świetny aplikator. Chętnie do niej wrócę. W maju zużyłam również nawilżające serum Optimals Hydra, które miało konsystencję przezroczystego żelu i umieszczone było w porządnej, szklanej buteleczce z dozownikiem. Niestety, używałam go zbyt nieregularnie, by móc powiedzieć coś więcej o efektach w dłuższym okresie czasu, na krótszą metę natomiast dawał przyjemne ochłodzenie skóry, ukojenie i delikatne nawilżenie. I na koniec z tej kategorii został matujący balsam na dzień do skóry twarzy Optimals Hydra Matte w bardzo przyjemnym w użyciu opakowaniu z pompką. Miał lejącą się konsystencję, bardzo lekką i szybko wchłaniającą się. Produkt idealnie sprawdzał się jako baza pod makijaż, bowiem odżywiał i widocznie matowił skórę, która już chwilę po aplikacji stawała się taka "piszcząca" w dotyku.


Miesiąc bez maseczek byłby miesiącem straconym i wychodząc z tego założenia w maju zużyłam dwie maski w płachcie i trzy w kremie. Dlaczego tak mało? Bo mam jeszcze kilka egzemplarzy w tubkach i to na nich się skupiam ostatnio. Ale ok, ja nie o tym. Zacznijmy może od tych w płachcie, pierwszą była czarna maska Garnier z wyciągiem z czarnej herbaty, którą widzieliście w nowościach kwietnia. Maseczka miała czarną płachtę, była dobrze nasączona esencją, świetnie się dopasowała do twarzy i do niej przylgnęła. Po 15-minutowej aplikacji pozostawiła miękką, gładką i przyjemną w dotyku skórę, ewidentnie nawilżoną i delikatnie natłuszczoną. Natomiast inna maska w płachcie - rewitalizująca NovAge, którą zobaczycie dziś raz jeszcze, w nowościach maja, podczas aplikacji powodowała u mnie lekki dyskomfort. Miałam uczucie pieczenia, jednak skóra nie została podrażniona, a po ściągnięciu cera miała w sobie więcej blasku, była odżywiona i ożywiona. Z maseczek w kremie w maju zużyłam także kojąco-nawilżający produkt Bielendy, dwuetapowy, składający się z peelingu enzymatycznego i białej glinki. Mimo większej ilości kroków cała aplikacja była szybka i bezproblemowa, podczas niej nie wystąpiły żadne problemy czy podrażnienia. Po użyciu skóra okazała się być nawilżona, ukojona, bardziej jędrna i miękka, miła w dotyku. I skoro już przy Bielendzie jesteśmy, to kolejnymi maseczkami zużytymi w maju są dwie saszetki Matt booster Jelly Mask, żelowej, normalizująco-matującej maseczki. Maseczka była bezzapachowa, produktu w saszetce wystarczało na porządne pokrycie nim skóry twarzy, szyi i dekoltu, dawał on uczucie chłodu i ukojenia. Warto trzymać się zaleceń na opakowaniu, bo trzymana dłużej niż podany tam czas aplikacji, zastyga i jest trudna w zmyciu. Efekt nie był jednak oszałamiający, skóra była ukojona, odświeżona i przyjemna w dotyku, nic więcej.


I na koniec pozostałe produkty, które ciężko jest zaliczyć do jakiejkolwiek kategorii. Mydło do rąk w płynie Essence&Co o zapachu werbeny i cytryny miało bardzo orzeźwiający i przyjemny zapach, świeży i pobudzający. Nie wysuszało skóry, a delikatnie ją nawilżało. Miało lejącą się konsystencję, a do umycia rąk wystarczyła jedna, mała doza. Do tego dzięki opakowaniu z pompką aplikacja była bezproblemowa i widać było, ile produktu jest w środku - dla mnie to też niekwestionowany plus. Antyperspirant ADIPOWER od Adidas otrzymałam w przesyłce ambasadorskiej, o czym wspominałam w nowościach stycznia. I jak z początku (zimą) byłam naprawdę zachwycona jego działaniem, bowiem świetnie chronił przed potem i nieprzyjemnym zapachem, tak pod koniec opakowania zauważyłam powstawanie białych śladów na skórze i ubraniu. Nie wiem, czy to efekt pory roku, temperatur czy sposobu przechowywaniu, ale pod koniec moje zadowolenie z jego używania trochę osłabło... O zmywaczu do paznokci Isana natomiast nic wielkiego mówić nie będę. Niezbędnik, który dobrze robi to, co ma robić i kropka. A na koniec została jeszcze woda toaletowa Eclat Mademoiselle, czyli kobiecy, finezyjny zapach z zawartością białego hibiskusa. Stonowany i delikatny acz z wyczuwalną kwiatową nutą (oprócz hibiskusa, także frezja, jaśmin, róża) z dodatkiem owocowej woni jabłka i gruszki, zakończony szczyptą piżma dodającego mu wyrazistości. Trwałość była dość średnia, ale na wiosenne spacery ta woda sprawdzała się jak znalazł.



NOWOŚCI



Standardowo w nowościach - moje zamówienie z Oriflame. Tym razem w koszyku wylądowały rękawiczki do nawilżania, bronzer, zestaw z oliwą z oliwek i aloesem (o obłędnym zapachu!), nowości - maska w płachcie (już zużyta i opisana wyżej w denku) i najnowsza pomadka matowa oraz pasta do zębów w ramach produktu za opłatę za przesyłkę.


I to by było na tyle z zakupów w maju, z czego jestem ogromnie dumna. Nawet na promocję 2+2 na pielęgnację twarzy się nie skusiłam, mimo że bardzo mnie kusiło (w końcu ta sfera kosmetyczna to mój konik), jednak ostatecznie zdrowy rozsądek wziął górę. Skąd więc te kolejne nowości? Zestaw (szampon, odżywka i maska do włosów) Garnier Botanic Therapy Magiczna Oliwka dostałam dzięki portalowi recenzentki wizaż. W końcu udało mi się tam dostać do testowania, z czego niesamowicie się cieszę. A o samym zestawie niedługo pojawi się osobny post, jak już tylko w pełni poużywam go w każdej z możliwych konfiguracji, by móc wydać ostateczny werdykt.



I to by było na tyle w tym miesiącu. Jestem zadowolona z tego zestawienia, głównie z małej liczby nowości, które wpadły w minionym miesiącu. Oby tak dalej! A jak prezentują się Wasze majowe denka, jesteście z nich zadowoleni? Znacie coś z powyższych produktów? Jeśli tak, jakie macie o nich zdanie? Czekam na Wasze komentarze!

Inne posty z tej kategorii

25 komentarzy

  1. Znam odżywki do włosów i szampony z Kallos i niestety zupełnie nie przypadły się u mnie nie sprawdziły.

    OdpowiedzUsuń
  2. Jestem w trakcie testowania tego zelu aloesowego :)

    OdpowiedzUsuń
  3. ja też uwielbiam tą bananową maskę do włosów, jest fantastyczna, cudnie działa, ma niską cenę i włosy pachną bananami, :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Zmwacz isany to mój ulubieniec wśród zmywaczy. Maski Kallos znam i lubię, a bananową uważam za jedną z najlepszych wśród wszystkich rodzai :)Żel aloesowy mam od niedawna, ale jakoś mam mieszane uczucia co do niego :P

    OdpowiedzUsuń
  5. Płynów Le Petit Marseillais używam już od bardzo dawna i jestem nimi zachwycona. Zazwyczaj kupuję trochę większe opakowania na przecenach, bo mam je przez dłuższy czas. Nie wysuszają i pielęgnują moją skórę, która nie każdy płyn pod prysznic lubi. Jak tylko coś jej nie spasuje to automatycznie dostaje wysypki, dlatego tak uważam na takie kosmetyki. Le Petit Marseillais jest dla mnie wręcz idealne i te ich zapachy!
    Reszty kosmetyków nie używałam, prócz odżywki z Kallosa, którą niegdyś nakładałam na włosy. Moja siostra jest nią zachwycona i kupuje opakowanie za opakowaniem, ja natomiast mam mieszane uczucia. Zapach jest wspaniały, nie zaszkodziła mi jakoś szczególnie, ale chyba mam do niej za cienkie włosy, bo bardzo je obciążała. Jak zależało mi na mocnym odżywieniu to ją nakładałam, ale gdy wiedziałam, że na drugi dzień będę chciała jakoś ułożyć sobie włosy to wolałam jej uniknąć. Także takie pół na pół :)
    Widzę, że nabyłaś kosmetyki z Oriflame. Ja w sumie prócz maseczek, które są GENIALNE nic nie używałam, więc chętnie poczytam w przyszłych miesiącach co o nich sądzisz.
    Pozdrawiam cieplutko!

    OdpowiedzUsuń
  6. Niedawno testowałam ten żel aloesowy i nie jestem nim jakoś oczarowana... Może po opalaniu się lepiej u mnie sprawdzi :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Miałam również Adipower, nie była to żadna rewelacja, zresztą, pisałam o tym w recenzji u siebie - może dlatego nie chcą mnie już do żadnej kampanii;))))
    pozdrawiam serdecznie znad filiżanki kawy:)

    OdpowiedzUsuń
  8. Znam tylko maski z Kallosa, ale tej bananowej wersji jeszcze nie miałam. Może jak wykończę tę z proteinami mleka to sięgnę po owocową ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Mam inny żel aloesowy i chyba się z nim nie polubię.

    OdpowiedzUsuń
  10. Niemalże same oliwkowe nowości :D Osobiście nie przepadam za oliwkami, ale trzeba przyznać, że w ulubieńcach maja wylądował oliwkowy peeling Joanny, więc od czasu do czasu coś oliwkowego przypadnie mi do gustu ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najlepsze, że ja też! Nie jadam oliwek, a jednak zapachowo w kosmetykach totalnie przypadły mi do gustu :)

      Usuń
  11. Muszę sobie z tego zestawienia zapisać kilka kosmetyków, które będą niezbędne i w mojej kosmetyczce :) Znam i lubię produkty Treaclemoon. Jak dla mnie zapachy kosmetyków są niesamowite, a kremy do rąk pachną przez długi czas i roznoszą się niczym perfumy :) Znam również Żele pod prysznic Le Petit Marseillais, za którymi swego czasu przepadała, ale teraz odmieniły mi się gusta. Jestem ciekawa tych nowości i będę czekać na recenzję :)

    OdpowiedzUsuń
  12. kallos banan! muszę kupić absolutnie:)

    OdpowiedzUsuń
  13. też mi się skończył niedawno tej olejek Swwedich Spa. Olejku do mycia twarz Bielenda używałam wiele razy. Żel aloesowy też mi się skończy, a mojej drogerii go brakło :(

    OdpowiedzUsuń
  14. Świetne denko, dużo fajnych kosmetyków.

    OdpowiedzUsuń
  15. Te żele pod prysznic Le Petit Marseillais chętnie bym wypróbowała. Jestem bardzo ciekawa ich zapachów.

    OdpowiedzUsuń
  16. Poluję na też żel Holika, ale w UK nie mogę go nidzie znaleźć :/ więc czekam na urlop i jak pojadę do Polski to się zaopatrzę w większą ilość buteleczek tego cudu :)

    OdpowiedzUsuń
  17. U mnie w ciągu ostatnich miesięcy, gdyby nie zużyte maseczki, to denko również byłoby malutkie :) kupiłam sobie ostatnio ten zmywacz z Isany, który zdenkowałaś :P

    OdpowiedzUsuń
  18. Ja z majowego denka jestem baaardzo zadowolona, udało mi się zużyć 15 pełnowymiarowych kosmetyków i kilka saszetek :) Czerwiec też zapowiada się nie najgorzej, już 4 trafiły do śmietnika! Bardzo fajne nowości, jestem ciekawa zestawu Garniera!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wow, to rzeczywiście sporo! :) A o zestawie oliwkowym do włosów Garnier lada moment pojawi się nowy wpis :)

      Usuń
  19. Żel Holika Holika kocham miłością wielką ;)

    OdpowiedzUsuń
  20. Dużo:) holike polecam wypróbować jeszcze do włosów - mogą się wydawać na początku sklejone, ale żel po chwili super się wchłania. U mnie sprawdza się w ten sposób lepiej niż wszelkie serum, jedwabie, itd. nie przetłuszcza, nie skleja, za to świetnie nawilża :)

    OdpowiedzUsuń
  21. Też czasami tak mam, że mimo że generalnie staram się zużywać kosmetyki w kolejności przybywania, to czasami odstępuję od tego działania i zużywam poza kolejnością :D Za zużycie tej ogromnej maski Kallosa należy Ci się wielki szacun! Zawsze jak mijam ją na sklepowej półce myślę sobie, że co z tego że chciałabym ją przetestować, jak wielkość tego opakowania mnie wręcz przeraża! ;-) Jeśli chodzi o nowości, to ja także skusiłam się na ten zestaw oliwkowy, bo dzięki Tobie znałam już zapach i wiem, że jest przepiękny. Zazdroszczę małych zakupów w tym miesiącu! No i oczywiście czekam na recenzję Botanic Terapy z niecierpliwością ;-)

    OdpowiedzUsuń
  22. Lubię tę bananową maskę do włosów 💘

    OdpowiedzUsuń
  23. Ja też w kółko kupuję maski Kallosa <3

    OdpowiedzUsuń

CZEŚĆ! :)
Cieszę się, że tu jesteś i że chcesz skomentować ten wpis! Chcę jednak, żebyś wiedział/a, że nie ma u mnie obserwacji za obserwacje, a wszystkie komentarze przejawiające chamstwo lub po prostu nic nie wnoszące do dyskusji (np. „świetny blog, wpadnij do mnie”) od razu będą kasowane. Proszę, szanujmy siebie i swój czas. Natomiast do każdego konstruktywnie komentującego prędzej czy później zajrzę :) A jeśli masz do mnie jakieś pytanie - śmiało je zadaj, a odpowiem na nie pod Twoim komentarzem najszybciej, jak będzie to możliwe. Pięknie dziękuję za wszystkie konstruktywne opinie! Będzie mi niezwykle miło, jeśli dołączysz do moich obserwatorów i zechcesz mnie odwiedzać w przyszłości!
Do zobaczenia! :)

Jestem tutaj

TRANSLATE