POZNAJ MARKĘ: CIEN FOOD FOR SKIN - NATURALNIE Z LIDLA

12:40

cien, kosmetyki cien, cien food for skin, food for skin, kosmetyki food for skin, kosmetyki cien recenzja, kosmetyki cien opinia, food for skin recenzja, kosmetyki food for skin recenzja, płyn micelarny food for skin, mleczko do demakijażu food for skin, krem do rąk food for skin, maseczki food for skin, żel do twarzy food for skin, balsam food for skin, żel food for skin

Jakiś czas temu do sieci sklepów Lidl trafiła nowa seria kosmetyków ich marki własnej Cien pod nazwą Food For Skin. Skuszona niską ceną postanowiłam sprawdzić większość z ich asortymentu i choć już od dłuższego czasu puste opakowania po tych produktach sukcesywnie trafiają do denka, ja wciąż zbierałam się z napisaniem recenzji. Dziś jednak nadszedł na nią czas - zapraszam :)



Kosmetyki Food For Skin wyprodukowane zostały przez tego samego producenta, co produkty marki Tołpa. Są wegańskie, nie zawierają składników pochodzenia zwierzęcego, nie były testowane na zwierzętach, a minimum 90% składników jest pochodzenia naturalnego. Brzmi świetnie, czyż nie? Kupiłam je podczas pierwszej promocji w Lidlu, która odbyła się z końcem lutego, krótko po ich wejściu do sprzedaży. Zdecydowałam się wtedy na niemal wszystkie produkty z wyjątkiem kremów do twarzy, serum wyszczuplającego do ciała i jednego z trzech dostępnych wariantów kremów do rąk. Była to naprawdę całkiem pokaźna reklamówka, a mimo to za wszystko zapłaciłam mniej niż 30 złotych. Czy był to opłacalny interes? O tym poniżej.


OCZYSZCZANIE TWARZY - DWA ŻELE DO MYCIA


W sumie głównym sprawcą tego zamieszania był żel do mycia twarzy, którego w tamtym momencie potrzebowałam. To właśnie po ten produkt skierowałam swoje kroki do Lidla, a że wyszłam z niego z pełną siatą dodatkowych kosmetyków to już inna historia. Żel oczyszczający z pigwą ma gęstą, galaretowatą konsystencję i przyjemny zapach. Jest bardzo delikatny, nie podrażnia, pieni się w niewielkim stopniu. Umieszczony w poręcznej tubie jest łatwy w obsłudze. Świetnie sprawdził się u mnie do porannego mycia twarzy, myślę, że wieczorem, gdy zmywa się z siebie o wiele więcej zanieczyszczeń, nie radziłby sobie tak dobrze, chyba, że jako jeden z kilku kroków oczyszczających. Natomiast żel-peeling z kokosem jest bardzo podobny do swojego pobratymca, z tą tylko różnicą, że w swojej gęstej konsystencji zawiera delikatne drobinki peelingujące, które zapewniają skórze nie tylko oczyszczenie i odświeżenie, ale również pobudzający masaż. Żel pachnie bardzo ładnie, niezbyt intensywnie, jest łatwy w stosowaniu. Nie wyrządza krzywdy, daje pozytywne efekty. Oba te produkty są bardzo przyjemnymi zwyklakami - idealnymi do odświeżenia skóry. Nie są wybitne, ale dobrze wykonują swoje zadanie.


DEMAKIJAŻ - PŁYN MICELARNY ORAZ MLECZKO


I jak dwa poprzednie kosmetyki stosuję głównie ranem, tak dwa kolejne, pokazane na zdjęciu powyżej, swoje zastosowanie znalazły w mojej wieczornej rutynie pielęgnacyjnej. Płyn micelarny 3-w-1 z goździkiem ma delikatny zapach, dla mnie niemal niewyczuwalny. Z demakijażem radzi sobie średnio - zwykły, dzienny, niezbyt wymagający zmywa poprawnie, jednak ten bardziej intensywny sprawia mu już problemy. Nie ściąga skóry ani nie podrażnia, jednak trzeba uważać przy demakijażu oczu, bowiem gdy dostanie się do środka, powoduje pieczenie i łzawienie. Nie jest zbyt wydajny, ale to może dobrze, bowiem nie stał się on moim ulubieńcem. Natomiast bardzo polubiłam się z mleczkiem 3-w-1 z czarną porzeczką, o dość lejącej się konsystencji i przyjemnym, owocowym zapachu. Mimo że nie jestem fanką tego typu produktów do demakijażu, ten świetnie sobie z nim radzi. Jest bardzo delikatny, bezproblemowo sunie po skórze, pozostawiając ją miękką, gładką, czystą i odświeżoną. Nie podrażnia, nie powoduje żadnych nieprzyjemnych niespodzianek. Niestety, tak samo jak wcześniej wspomniany micel, mleczko również nie jest zbyt wydajnym produktem, mimo to jego działanie będę wspominać bardzo pozytywnie.


MASECZKI - DWA OCZYSZCZAJĄCE ZABIEGI NA TWARZ


Maseczki również wywarły na mnie pozytywne wrażenie. Składają się z dwóch saszetek, w każdej z nich umieszczono inny zabieg do twarzy. Ja używałam ich jednocześnie, choć są one od siebie oddzielone, więc spokojnie można używać ich osobno. Ja jednak połowę aplikowałam na strefę T, drugą połowę na policzki - według zaleceń przedstawionych na obrazku na opakowaniu - dzięki temu uzyskałam kompleksowy zabieg. W opakowaniach umieszczono tyle produktu, że bez problemu wystarczyłoby go na dwa użycia. Obie maseczki sprawdziły się u mnie bardzo dobrze - oczyściły i odświeżyły skórę. Nie spowodowały żadnych zaczerwienień czy podrażnień, mimo że podczas używania maski w zielono-niebieskim opakowaniu czułam delikatne pieczenie. Po zmyciu jednak nie zaobserwowałam żadnych niepokojących objawów. Maski były łatwe w aplikacji, zmywało się je również bez problemów. Mimo zawartości zasychającej glinki nie trzeba było mocno pocierać skórę, by pozbyć się ich z twarzy po upływie 15 minut. Pozostawiały po sobie miękką, gładką i milszą w dotyku skórę, odświeżoną i oczyszczoną. Dla bardziej wrażliwych cer mogą być zbyt agresywne, u mnie jednak okazały się być bardzo przyjemne w użyciu i z chęcią będę do nich wracać.


PIELĘGNACJA CIAŁA - BALSAM


Wśród kosmetyków linii Food For Skin znajdziemy nie tylko produkty do twarzy, ale również do ciała. Jednym z nich jest nawilżający balsam z olejem migdałowym, umieszczony w poręcznej tubie. Balsam ma dość rzadką konsystencję o niezbyt intensywnym zapachu. Delikatnie przelewa się przez palce, nie jest więc zbyt wydajny. Jest bardzo lekki, szybko się wchłania, nie pozostawiając po sobie uczucia tłustości. Bardzo ładnie wygładza i odżywia skórę, jednak uzyskane po aplikacji nawilżenie nie jest długotrwałe. Przy pielęgnacji skóry bardzo suchej raczej nie zda egzaminu, przy skórach normalnych ładnie wygładzi, zmiękczy i zregeneruje. 


PRODUKTY DO MYCIA - ŻEL I ŻEL-PEELING


Jeśli chodzi o produkty do mycia, to żel-peeling z zieloną herbatą z miejsca "mnie kupił" swoim pięknym, orzeźwiającym zapachem. Ma gęstą konsystencję, która nie przelewa się przez palce. Nie ma w niej zbyt wiele drobinek, są one średniej wielkości, dobrze wyczuwalne. Konsystencja idealnie odzwierciedla nazwę - jest to żel-peeling, a nie sam peeling, więc głównie odpowiada za mycie ciała i odświeżenie, a nie za złuszczanie. Umieszczony w poręcznej tubie, z której dobrze się go wydobywa. Przyjemnie odświeża, myje, pielęgnuje skórę, nie wywołując przy tym podrażnień. Bardzo się z nim polubiłam. W odróżnieniu od żelu pod prysznic z olejem babassu. Mimo ładnego zapachu nie odpowiada mi jego konsystencja - jest bardzo gęsta, kremowa, mało pieniąca. Jeśli nałożymy kosmetyk na wilgotną skórę, to nieraz nawet ciężko jest go z niej zmyć, nie mówiąc już o tym, że jako produkt do wanny kompletnie się nie nadaje. Mimo dobrego odświeżenia i właściwości pielęgnacyjnych, nie jest to produkt dla mnie, bowiem nie spełnia moich oczekiwań (a nie są one zbyt wygórowane).


DŁONIE - KREMY DO RĄK


I na koniec dzisiejszego wywodu małe gagatki, w opakowaniach idealnych do torebki. W asortymencie linii znajdują się trzy warianty zapachowe kremów do rąk, ja wybrałam dla siebie dwa z nich i trochę żałuję, że zdecydowałam się na papaję zamiast na zieloną herbatę, bo jeśli ta pachniałaby tak samo dobrze jak wspomniany wcześniej żel-peeling, to byłaby dla mnie zdecydowanie bardziej odpowiednia. Ale trudno. Dzika róża pachnie bardzo przyjemnie, papaja już niekoniecznie. Kremy są tłustawe, a mimo to dość rzadkie. Stosunkowo szybko się wchłaniają, jednak pozostawiają po sobie lepką powłokę, która mnie osobiście denerwuje. Mimo tego całkiem dobrze radzą sobie ze swoją rolą. Po użyciu dłonie są miękkie, nawilżone, gładkie, miłe w dotyku. Jeśli więc mamy chwilę czasu, by poczekać aż tłustawy efekt minie, kremy sprawdzają się świetnie. 



PODSUMOWUJĄC - Seria Food For Skin, jak większość marek, w swoim asortymencie ma gorsze i lepsze produkty, ale myślę, że niska cena i ich dobra dostępność sprawia, że warto po nie sięgnąć i poszukać wśród nich perełek dla siebie. Produkty bowiem są delikatne dla skóry i przyjemne w stosowaniu. Przeznaczone raczej dla osób mniej wymagających. Ja najmilej będę wspominać maseczki, żel do twarzy z pigwą, mleczko do demakijażu z czarną porzeczką oraz żel-peeling do ciała z zieloną herbatą.


A Wy? Używaliście kosmetyków z Food For Skin? Jakie wrażenie wywarła na Was nowa seria Cien? Które kosmetyki najlepiej się u Was sprawdziły? Dajcie znać w komentarzach:)

Inne posty z tej kategorii

16 komentarzy

  1. Mam większość tej serii, płyn micelarny tak jak u ciebie wypada mocno średnio ale za tą cenę nie oczekiwałam cudów rodem biodermy czy garniera więc może być :D Kremy do rąk bardzo polubiłam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Mi tak jakoś do Lidla nie po drodze więc jeszcze chyba nic z tej marki nie miałam :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Dużo czytałam o tych produktach, ale sama jeszcze nic nie miałam.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja w sumie chciałam spróbować, szczególnie kremy do rąk, ale ostatecznie nie dotarłam i nie skorzystałam z promocji. Później, jak już pojawiały się recenzję, moja chęć poznania produktów tej marki lekko zmalała :P

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie skusiłam się jeszcze na żadne produkty z Lidla, ale pewnie kiedyś coś wypróbuję. Oferta jest ciekawa i różnorodna :)

    OdpowiedzUsuń
  6. A ja nadal nie wypróbowałam tej linii, muszę w końcu to nadrobić! 😉

    OdpowiedzUsuń
  7. Wyczerpujacy test! Fajnie, ze zebralas wszystko w jedno. Bede sie sugerowac przy kolejnych zakupach :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Dawno nie byłam w lidlu wiec chyba dlatego przeoczylam. Z lidla żanych kostetykow jeszcze nie testowalam

    Zapraszam na moj nowy blog www.agatea.pl

    OdpowiedzUsuń
  9. Też skusiłam się na kilka produktów Cien Food For Skin, w tym balsam do ciała i krem do rąk, ale jeszcze nie używałam ;) Trochę zmartwiłam się, że produkuje je ta sama firma co Tołpę, bo Tołpa nieraz zrobiła mi krzywdę :P

    OdpowiedzUsuń
  10. nie miałam jeszcze przyjemności używania tych kosmetyków, czas nadrobić zalgłości!

    OdpowiedzUsuń
  11. Nie miałam nic z tej serii ale bardzo lubiłam ich limitowanke Cien Nature...nie wiem czemu na stałe nie wprowadzą jej do oferty były to bardzo dobre produkty..

    OdpowiedzUsuń
  12. Lubię kosmetyki z lidla. Pare razy udało się trafić na coś dobrego.

    OdpowiedzUsuń
  13. Nie używałam tych produktów. Z tego co kojarzę, to produkuje je ten sam producent, co Tołpę, za którą nie przepadam. Ale niska cena faktycznie zachęca do wypróbowania, tym bardziej, że z Twojego postu wynika, że znajdą się ciekawe produkty, a nie tylko same słabe/średnie :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Nabyłam jedynie maseczki, ale jeszcze nie miałam okazji ich przetestować. Resztę musiałam odpuścić, bo na razie mam zapas kosmetyków, jednak ostatnio spontanicznie zakupiłam olejowo-cukrowy peeling do ciała z jakiejś letniej limitki o zapachu mango i jest przesuper!

    OdpowiedzUsuń
  15. Skończyłam peeling do twarzy z kokosem, na wykończeniu jest też żel z zieloną herbatą też już końcówka tylko maseczki zostały do wypróbowania ;) Reszty nie kupowałam.

    OdpowiedzUsuń

Cześć :) Cieszę się, że tu jesteś i że chcesz skomentować ten wpis! Informuję, że nie ma u mnie obserwacji za obserwację, na pytania zawsze odpowiadam zaraz pod nimi, a komentarze nic nie wnoszące do dyskusji (coś w stylu „świetny blog, wpadnij do mnie”) od razu kasuję. Do następnego! :)

Jestem tutaj

INFORMACJA

Ta strona wykorzystuje pliki cookies (ciasteczka) zapisywane na Twoim komputerze. Korzystając z niej, wyrażasz na to zgodę. Więcej o polityce prywatności, obowiązującej na stronie, przeczytasz w odpowiedniej zakładce w górnym panelu bloga.